Sławoj Składkowski z przymrużeniem oka

II Rzeczpospolita – państwo polskie odrodzone w 1918 po 123 latach zaborów.
Nazwa podkreśla ciągłość z I Rzecząpospolitą (1569–1795), zlikwidowaną traktatami rozbiorowymi zawartymi pomiędzy Austrią, Prusami i Rosją w drugiej połowie XVIII wieku (1773–1795). Urzędowym językiem II Rzeczypospolitej był polski, a walutą początkowo marka polska a od 1924 złoty polski.
Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

Sławoj Składkowski z przymrużeniem oka

Post autor: Warka » 16 gru 2012, 15:00

Pierwszym żołnierzem, który w niepodległej Polsce złożył meldunek Komendantowi Józefowi Piłsudskiemu, był Felicjan Sławoj Składkowski. Wierny żołnierz Marszałka, w okresie międzywojennym pełnił między innymi funkcję ministra spraw wewnętrznych i Premiera RP. Wysunięty w 1936 r. na to ostatnie stanowisko przez Rydza-Śmigłego jako kandydatura przejściowa, pozostał na nim do września 1939 r.

Bardzo dobrze wykształcony (był lekarzem medycyny, po Uniwersytecie Jagiellońskim) i wielce elegancki, był człowiekiem bardzo energicznym, a przy tym – prostolinijnym i przystępnym. Generał Składkowski nie miał jednak zbyt dobrej prasy, między innymi ze względu na odpowiedzialność za proces brzeski. Jako minister spraw wewnętrznych w rządzie Piłsudskiego wsławił się rozporządzeniami o poprawie higieny, m.in. o obowiązku budowania ubikacji na wsiach, nazwanych od jego imienia „sławojkami”. „Sławojki” były przyczyną niezliczonych żartów i docinków, choć w gruncie rzeczy miały ważne znaczenie cywilizacyjne dla polskiej wsi. Składkowski potrafił reagować z dystansem i autoironią na kpiny pod swoim adresem. W spisanych gawędziarskim językiem na emigracji po wojnie „Kwiatuszkach administracyjnych i innych” czytamy:

Wracałem w pogodny wieczór majowy ze starostą powiatu ciechanowskiego (…) Starosta podszedł do gospodarza i po paru chwilach przyciszonej rozmowy doszło do mnie:

- Aze z samy Warsiawy jechoł oglądać mój wychodek?

Po czym zaszemrał znów polubowny szept starosty. Po dłuższych pertraktacjach gospodarz wszedł do chaty, skąd wrócił wkrótce z lamplą kuchenną i przywitawszy się ze mną, poprowadził nas błotnistą ścieżką do sławojki. Przed drzwiami oddał do trzymania lampę staroście, a sam wyjął z kieszeni marynarki dłuto i młotek i począł podważać zabite dużym gwoździem drzwi. Gdyśmy wyrazili nasze zdziwienie z tego powodu, gospodarz, otwierając wejście, powiedział spokojnie:

- Dzieckom we szkole przewrócili we łbie i nie chcą już chodzić za stodołę ino s… we wychodku. A tu musi być czysto dla komisyi. Takem zabił goździem i mom spokój.”

AT / RK

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dzieje II Rzeczypospolitej ogólnie”