RELACJE O DZIAłANIACH CZOłGóW 7TP W KAMPANII WRZEśNIOWEJ

1 września 1939 nazistowskie Niemcy napadają na Polskę. Armia broniąca granic stawia opór, jednocześnie czekając na pomoc sojuszników, którzy niebawem deklarują wojnę Rzeszy. Pomoc jednak nie nadchodzi, dodatkowo 17 września wojsko ZSRR wkracza na tereny wschodniej Polski. Przy olbrzymiej dysproporcji sił, Polska przegrywa kampanię wrześniową.
Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

RELACJE O DZIAłANIACH CZOłGóW 7TP W KAMPANII WRZEśNIOWEJ

Post autor: karateka » 24 wrz 2012, 23:25

RELACJE O DZIAłANIACH CZOłGóW 7TP
W KAMPANII WRZEśNIOWEJ
W toku poszukiwań archiwalnych związanych ze wspieraną przez
Centralne Archiwum Wojskowe inicjatywą rekonstrukcji czołgu 7TP
pracownikom Archiwum udało się odszukać w zasobie CAW stosunkowo liczną dokumentację techniczną tego czołgu
1
.
Zdecydowanie gorzej przedstawia się sprawa źródeł dotyczących
udziału pododdziałów pancernych wyposażonych w te czołgi w działaniach wojennych września 1939 r., bowiem CAW nie dysponuje żadnymi dokumentami z tego okresu, bardzo ubogi jest również zasób relacji.
Tym niemniej, w wyniku kwerendy w zbiorach własnych oraz życzliwości kierownictwa Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego
(IPMS) w Londynie, z którym archiwum utrzymuje współpracę w zakresie wydawania źródeł historycznych, możemy zaprezentować czytelnikom wybrane relacje czołgistów, którzy walczyli na tym sprzęcie.
Spośród publikowanych 12 relacji, największą grupę (7) stanowią
relacje dotyczące działań 2 batalionu czołgów lekkich, 4 odnoszą się
do udziału czołgów 7TP w obronie Warszawy, a 1 – walk 3 batalionu
1
Jej fragmenty opublikowane zostały przez A. Wszendyrównego i M. Wodejkę
w artykule Czołg 7TP w dokumentach Centralnego Archiwum Wojskowego, „Do broni!”,
nr 1/2009.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
213
czołgów lekkich pod Tomaszowem Lubelskim. Są one tym cenniejsze,
że ich autorami są głównie oficerowie, którzy w czasie działań pełnili
obowiązki dowódców kompanii i plutonów czołgów 7TP
2
.
Przy wyborze relacji, obok zawartości informacyjnej, kierowano
się przede wszystkim czasem ich powstania, uwzględniając przekazy
napisane bezpośrednio po kampanii wrześniowej, w czasie wojny lub
zaraz po jej zakończeniu.
Zdecydowana większość publikowanych materiałów pochodzi
ze zbiorów IPMS w Londynie (8), 2 z zasobu CAW, 2 pozostałe zaś
są przedrukiem z niedostępnych dziś niskonakładowych publikacji
z okresu wojny − wydawanego przez Biuro Propagandy i Informacji
KG AK pisma „Żołnierz Polski w II Wojnie Światowej” oraz jednodniówki „Taran”, która ukazała się na Bliskim Wschodzie.
Przy przygotowaniu tekstów do druku kierowano się wskazówkami dotyczącymi edycji źródeł XIX i XX-wiecznych. Zmodernizowano
pisownię i interpunkcję, poprawiono ewidentne błędy ortograficzne,
nie zmieniając stylistyki relacji. Ujednolicono skróty, część rozwinię-
to. Ujednolicono również pisownię dat we wszystkich tekstach. Relacje od strony merytorycznej przygotował Andrzej Wesołowski (przy
współudziale Mariusza Zimnego), a pod względem wydawniczym
opracowały je Natalia Bujniewicz i Agnieszka Jaskuła. Dokumentacja
fotograficzna pochodzi ze zbiorów CAW i prywatnej kolekcji Mariusza
Zimnego. Fotografie przygotował do druku Janusz Gzyl.
2
Autorami 11 relacji są żołnierze broni pancernej, zdecydowano się również na
publikację dotyczącej wypadu na Wawrzyszew relacji oficera, który nie był pancerniakiem (por. Stanisława Stopy), gdyż zawiera ona ważne informacje na temat działań
czołgów 7TP w tej akcji.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
214
1
[Koniec 1939 r., Francja] Relacja oficera taktyczno-zwiadowczego
2 batalionu czołgów lekkich kpt. Mieczysława Słupskiego
[…]
3
2 batalion czołgów po wyładowaniu w m. Łowicz dnia 1 IX 39 odbył marsz do m. Nieborów i został przydzielony do armii „Łódź” grupa
„Piotrków”
4
. Około godziny 21.00 dnia 1 IX 39 nadszedł telefoniczny
rozkaz nakazujący dowódcy batalionu połączyć się natychmiast telefonicznie z podanym kryptonimem. Połączenia w ciągu 1,5 godziny nie
można było uzyskać, co opóźniło wymarsz batalionu. Telefonicznie
otrzymał batalion rozkaz natychmiast załadować się na stacji kolejowej
Łowicz w ten sposób, by sprzęt gąsienicowy odszedł transportem, natomiast sprzęt kołowy drogą kołową. Batalion przybył na stację kolejową Łowicz około godziny 23.00. Urzędnik kolejowy na stacji podał do
wiadomości rozkaz, że czołgi mają rozładować się na stacji Zduńska
Wola tejże jeszcze nocy przed świtem.
Na stacji kolejowej w Łowiczu ładowanie transportu było utrudniane przez obsługę kolejową, gdyż podstawiane były węglarki
z niewyjętymi bokami, pomimo tego, że oddział w porozumieniu z obsługą kolejową uprzednio usunął boki z odnośnych partii wagonów.
Również podstawiane były wagony z budkami hamulcowymi, co
uniemożliwiało czołowe ładowanie, pomimo tego, że było ono przewidziane wspólnie z obsługą kolejową.
Również parowóz odchodził na boczne tory w tym czasie gdy był
potrzebny. Przypuszczam, że była to celowa robota dywersyjna na stacji kolejowej Łowicz.
3
Opuszczono dane personalne autora relacji oraz śródtytuły, jak również odręczne dopiski na marginesie dokonane innym charakterem, odnoszące się do chronologii
opisywanych wydarzeń.
4
Faktycznie batalion przeznaczony był dla armii „Prusy”, ale dowódca armii
„Łódź” (były mu czasowo podporządkowane oddziały armii „Prusy” przybywające po
mobilizacji na łódzki obszar operacyjny), u którego zameldował się dowódca batalionu po wyładowaniu, zatrzymał go do swej dyspozycji i – na wniosek dowódcy broni
pancernej armii, płk. dypl. Stanisława Roli-Arciszewskiego, postanowił użyć na lewym
skrzydle Grupy Operacyjnej (GO) „Piotrków”. Relacje o działaniach czołgów 7tP...
215
Pociąg wyruszył ze stacji przed świtem. Do stacji docelowej nie dojechał, gdyż stacja ta nie przyjmowała. W czasie drogi panowała gęsta
mgła, co chroniło transport przed lotnictwem nieprzyjaciela.
Po wyładowaniu batalion odbył marsz około 12 km i ukrył się
w lasach.
Około godziny 15.00 batalion otrzymał rozkaz z Dowództwa Armii, który nakazywał przemarsz batalionu w rejon Kamińsk
5
trzema
drogami. Rozkaz nakazywał ubezpieczyć się od południa i wschodu
(dlaczego od wschodu – było nam niewiadome).
Około godziny 18.00 batalion otrzymał odwołanie rozkazu i rozkaz przejścia w rejon Piotrków. Batalion odbył marsz nocny i został
z kierunku Piotrkowa zawrócony na skutek zmiany rozkazu i udał się
w rejon Bełchatów, gdzie został przydzielony do 2 pp Legionów6
.
Pułk ten działał na odcinku 32 km i posiadał wiszące lewe skrzydło. Batalion stanął w lesie oddalonym o 5 km od miejsca postoju dowódcy pułku, na stanowisku wyczekiwania.
Dnia 4 IX w godzinach popołudniowych 1 kompania (kpt. Próchniewicza) została zadysponowana do lasu w rejonie Krzysztoporska
Wola celem współdziałania ze znajdującym się tam batalionem piechoty przy obronie rzeczki. Około godziny 15.00 została zadysponowana
tamże 2 kompania czołgów (kpt. Hajdenko), a 3 kompania otrzymała
rozkaz stanąć w lesie jako odwód, oddalona około 4 km.
Przed przybyciem 2 kompanii czołgów − 1 kompania kpt. Próchniewicza wycofała się pod ogniem artylerii, rzeczka była przez nieprzyjaciela sforsowana, a z batalionu piechoty broniącego rzeczki
7
pozostał
tylko oddział składający się z kilkudziesięciu ludzi.
Nieprzyjaciel zorganizował się po przekroczeniu rzeczki w zabudowaniach i krzakach. 1 kompania czołgów zajęła z powrotem lizjerę
lasu, 2 kompania zajęła drugi cypel lasu z lewego skrzydła.
5
Chodzi o Kamieńsk.
6
W związku z zagrożeniem kierunku Radomsko − Piotrków dowódca armii
„Łódź” skierował do rejonu Bełchatowa 2 pułk piechoty (pp) Legionów z odwodowej
2 Dywizji Piechoty (DP) Legionów, który – podporządkowany dowódcy GO „Piotrków” – miał bronić odcinka Księży Młyn – Góry Borowskie – Jeżów – Rozprza.
7
Chodzi o batalion marszowy kpt. Euzebiusza Marszałka, sformowany w ośrodku
zapasowym 7 DP w Piotrkowie, często błędnie nazywany 1 batalionem 146 pp. Batalion ten 3 września obsadził Rozprzę i Jeżów z zadaniem obrony rzeczki Prudki.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
216
Na 1 kompanię czołgów po upływie około 30 minut wyszły czołgi
niemieckie
8
. Czołgi zostały ostrzelane zbyt wczesnym ogniem z lasu
otworzonym przez czołgi 1 kompanii w wyniku czego spalone zostały
3 czołgi niemieckie i 1 został unieruchomiony, reszta czołgów nie wyszła z ukrycia.
W celu odebrania rzeczki zarządzone zostało natarcie, które nie
miało widoków powodzenia wobec nieprzyjaciela zorganizowanego
w zakrytym terenie i wskutek działania samodzielnego bez udziału
piechoty i artylerii. Czołgi rozmieszczone w lesie w dużych odstępach
(ze względu na czynne lotnictwo nieprzyjaciela) nie wyszły wszystkie
jednocześnie, a te które wyszły wcześnie zostały natychmiast po wyj-
ściu z ukrycia ostrzelane silnym ogniem nieprzyjaciela i wycofały się
(2 czołgi przestrzelono). Dalszych działań w tym dniu nie było wobec
zapadającego zmroku. Czołgi do zapadnięcia nocy utrzymały lasek
poczym wycofały się na rozkaz dowódcy pułku
9
. Resztki piechoty wycofały się uprzednio bez uprzedzenia, strzelając z niewiadomych powodów na tyłach w lesie.
Wycofujące się czołgi zostały ostrzelane na szosie ogniem artylerii na skutek rakiet wystrzelonych przez dywersantów niemieckich
w terenie.
W ciągu nocy na dzień 5 IX 39 batalion zajął postawę wyjściową do
natarcia w lesie w rejonie Krzysztoporskiej Woli i otrzymał rozkaz nacierać łącznie z batalionem piechoty
10
przybyłym w nocy z Piotrkowa.
Natarcie szło w kierunku na Krzysztoporską Wolę i dalej.
Natarcia tego nie widziałem, gdyż byłem przydzielony do dowódcy
pułku. Od oficerów batalionu dowiedziałem się, że po opuszczeniu lasu
przez czołgi i batalion piechoty – wyszło bardzo silne natarcie czołgów
niemieckich wsparte artylerią i czołgami średnimi, poniesiono z obu
stron duże straty.
Po tym natarciu zebrało się na szosie z całego batalionu około
20−22 czołgów.
8
Były to czołgi z 1 Dywizji Pancernej (XVI Korpus Armijny).
9
Chodzi dowódcę 2 pp Legionów płk. Ludwika Czyżewskiego.
10
Był to 11 batalion strzelców Wołyńskiej Brygady Kawalerii. Błędna jest jednak
informacja, że batalion ten przybył z rejonu Piotrkowa.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
217
Tego dnia czołgi przeszły do dyspozycji Wołyńskiej Brygady Kawalerii − na dowódcę kompanii (tj. wszystkich pozostałych czołgów)
wyznaczony został kpt. Rejman.
Ponieważ utracona została łączność z kompanią techniczno-gospodarczą wysłany zostałem do odszukania tej kompanii i nie znam
przebiegu akcji z Wołyńską Brygadą Kawalerii.
Po odnalezieniu kompanii techniczno-gospodarczej w Skierniewicach utraciłem łączność z czołgami działającymi z Wołyńską Brygadą
Kawalerii, natomiast do kompanii techniczno-gospodarczej dołączyły
poszczególne czołgi w czasie marszu. Liczba czołgów doszła do 13 szt.
Oddział ten zameldowałem płk. Arciszewskiemu w m. Kołbiel po
odzyskaniu łączności z dowództwem armii „Łódź” i przydzielony zostałem do 44 DP
11
.
Dowództwo 44 DP, które miało przybyć do m. Gozd, nie nadeszło,
natomiast oddział w czasie mojego pobytu w Gozd odszedł pod dowództwem por. Chołoniewskiego
12
do Żelechowa. Porucznik Chołoniewski tłumaczył się, że otrzymał rozkaz od kpt. Próchniewicza przez
motocyklistę, aby oddział natychmiast udał się do Żelechowa w celu
przeorganizowania. W Żelechowie wiadomość okazała się bezpodstawna, gdyż nikogo oddział tam nie zastał. Łączność z dowództwem
armii została wskutek tego utracona. Oficer wysłany dowództwa armii
nie odnalazł.
Komenda m. Łuków skierowała oddział do Radzynia, gdzie również łączności nie nawiązano. Czołgi w tym czasie nie nadawały się do
akcji, część z nich była holowana przez inne. Części zamiennych do
czołgów 7TP nie było. Majster z warsztatem zaginął.
W Brześciu wskutek zarządzenia Naczelnego Dowództwa park
tamtejszy w ciągu nocy dokonał częściowej naprawy sprzętu, rozbierając jeden czołg na części. Dowódca obrony Brześcia gen. Plisowski
wydał rozkaz, by oddział zameldował się w Kowlu w Komendzie Obrony m. Kowla.
11
44 DP Rezerwowa (dowódca płk Eugeniusz Żongołłowicz) wchodziła w skład
armii „Łódź”. Zgodnie z rozkazem gen. Rómmla miała zebrać się na prawym brzegu
Wisły w lasach celestynowskich.
12
Por. rez. Andrzej Chołoniewski, dowódca plutonu w 3 kompanii kpt. Józefa
Rejmana.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
218
W rejonie m. Kowla zorganizowano z posiadanych czołgów jedną
kompanię dwuplutonową i wyposażono ją w odpowiedni tabor. Resztę
wozów kołowych dowódca batalionu postanowił oddać do dyspozycji
jako zbędne i z tą częścią oddziału wyjechał w rejon Łucka.
Kompania czołgów pozostała w Łucku pod dowództwem kpt.
Hajdenki. W tym położeniu zastała oddział wiadomość o wkroczeniu
wojsk sowieckich.
Część oddziału taborowa przekroczyła granicę węgierską dnia
19 IX 39 pod Jabłonicą. Oddział pozostawiony w Kowlu również jak
mi wiadomo przekroczył granicę (bez czołgów).
Oryginał, rękopis
IPMS, sygn. B.I.105/b.
2
26 października 1945 r., Niemcy. Relacja lekarza 2 batalionu czoł-
gów lekkich por. rez. lek. Juliana Świątkiewicza
[…]
13
Dowódca batalionu: mjr Karpow.
Zastępca dowódcy batalionu: kpt. Próchniewicz
14
.
Dowódcy kompanii: kpt. Hajdenko (zdaje się zginął w czasie akcji)
kpt. Rejman
kpt. nazwisko zapomniałem.
Dowódca kompanii gospodarczo-naprawczej: kpt. Kruczyński
15
.
W jednej z kompanii był por. Osiecki
16
. W kompanii gospodarczej
ppor. Dakowski
17
. Adiutantem dowódcy batalionu był ppor. Natanson
18
.
13
Opuszczono dane personalne.
14
Informacja błędna. Kapitan Antoni Próchniewicz był dowódcą 1 kompanii czoł-
gów, a zastępcą dowódcy batalionu był kpt. Mieczysław Słupski (patrz jego relacja nr 1).
15
Zniekształcona pisownia nazwiska. Faktycznie – kpt. Aleksander Kruciński.
16
Por. Kazimierz Osiecki był dowódcą plutonu łączności 2 batalionu czołgów lekkich.
17
Dowódca plutonu gospodarczego por. rez. Tomasz Dakowski.
18
Ppor. Ludwik Szeliga-Natanson.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
219
Punkt sanitarny batalionowy: plutonowy Rzeczkowski.
kpr. Mazur.
st. strzel. Jaworski – szofer sanitarki.
Do dyspozycji lekarza batalionowego była jedna sanitarka.
Po otrzymaniu dnia 27 VIII 1939 r. karty mobilizacyjnej z rozkazem natychmiastowego zgłoszenia się, stawiłem się do służby czynnej
dnia 28 VIII 1939 o godzinie 7.20 u kpt. Wojtanowskiego, oficera mobilizacyjnego 2 batalionu pancernego w Żurawicy pod Przemyślem.
Dostałem rozkaz objęcia stanowiska lekarza batalionowego. 29 lub 30
VIII 1939 r. złożyłem wraz z całym batalionem przysięgę i tejże samej
nocy zostałem załadowany na pociąg (ściślej mówiąc batalion został
załadowany na dwa pociągi). Transportem: Lwów, Kowel, Siedlce,
Warszawa dojechałem do Łowicza, gdzie zostaliśmy wyładowani i skąd
wyruszyliśmy na stanowisko pod Łodzią. W czasie działań wojennych
kompanie w miarę potrzeby były przydzielane do jednostek walczą-
cych. Gdzie staliśmy, gdzie i kiedy batalion względnie jego kompanie
toczyły walki nie wiem. W omówieniach akcji dowódców poszczególnych kompanii z dowódcą batalionu ani razu nie brałem udziału.
Map z powodu dużego ich braku (nie wszyscy dowódcy kompanii walczących je mieli) nie miałem. Dwa lub trzy razy odwoziłem rannych
z batalionu i innych jednostek do szpitala wojskowego w Łodzi. Z dowódcą batalionu i dowódcami kompanii spotykałem się kilkakrotnie,
przypadkowo, nieregularnie i na krótki przeciąg czasu. Około 4 lub
5 IX 1939 r. spotkałem się koło Brzezin (rejon Łódź) z jedną lub też
dwoma kompaniami mojego batalionu i dowódcą batalionu i byłem
z nimi przez dłuższy czas. Przez niecałe 24 godziny staliśmy w Popowie koło Łowicza (zdaje się z 5/6 IX). Stąd nocą, zdaje się z 6/7 IX
wyruszyliśmy do miejscowości, której nazwy nie przypominam sobie.
Tam dowódca batalionu otrzymał zdaje się niepomyślne wiadomości
i postanowił jechać w kierunku na Warszawę. Jako posiadający największy zapas benzyny w sanitarce, dostałem rozkaz jechania na przedzie oddziału i w miarę możności wyszukiwania w większych miejscowościach źródła materiałów pędnych dla oddziału, których brak dawał
się bardzo odczuwać (z opowiadania dowódców kompanii słyszałem,
że czołgi posługiwały się naftą do pędzenia motorów w działaniach Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
220
wojennych). Przejeżdżałem przez Aleksandrów, potem Żyrardów. 8 lub
9 IX, za Żyrardowem pod miejscowością Radziejów19
zostałem wzięty
do niewoli przez niemiecki oddział pancerny
20
, wraz ze st. strz. Jaworskim. Plutonowy Rzeczkowski i chorzy z sanitarki uciekli. Kapral Mazur
w pierwszych dniach akcji batalionu samowolnie opuścił stanowisko
batalionowego punktu opatrunkowego.
Batalion o ile pamiętam liczył około 49, zdaje mi się siedmiotonowych czołgów. W czasie akcji słyszałem kilkakrotnie od dowódcy
batalionu, że stracono łączność z kompanią gospodarczo-naprawczą i były duże trudności w naprawie czołgów i w zaopatrywaniu ich
w materiały pędne.
Znaczki tożsamości, w które byli zaopatrzeni żołnierze (czy i oficerowie także – nie wiem), były niewypełnione z powodu braku maszyny
wybijającej litery i cyfry. Batalion wyposażony był w pistolety „Wis”
bez nabojów.
Biorę odpowiedzialność za prawdziwość powyższego sprawozdania.
Oryginał, rękopis
IPMS, sygn. B.I.105/b.
3
9 grudnia 1945 r., Włochy. Relacja dowódcy plutonu przeciwlotniczego 2 batalionu czołgów lekkich ppor. rez. Jana Karpińskiego
[…]
21
Mobilizacja: 2 batalion pancerny w m. Żurawica rozpoczął mobilizację w dniu 27 VIII 1939 r. o godz. 19.00. Batalion bojowy pod
dowództwem mjr. Karpowa w składzie 3 kompanii czołgów 7TP, kompanii technicznej, plutonu opl, plutonu motocyklistów wyjechał z Żurawicy dnia 30 VIII 1939 r. o godzinie 4.00.
19
Prawdopodobnie chodzi o Radziejowice.
20
Była to niemiecka 4 Dywizja Pancerna posuwająca się na Warszawę.
21
Opuszczono dane personalne i informacje wstępne, bez zawartości merytorycznej.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
221
Mobilizacja została zakończona całkowicie, stan moralny i fizyczny
bardzo dobry. Po dwóch dniach podróży batalion wyładował się dnia
1 IX 1939 r. w godzinach popołudniowych w Łowiczu i rozlokował się
w lasach parę kilometrów poza Łowiczem. Tegoż dnia dowódca batalionu otrzymał rozkaz natychmiastowego załadowania batalionem na
stacji Łowicz i udania się w dalszą drogę. Batalion podzielony został na
dwie części, jedna (tj. 3 kompanie czołgów i pluton opl) udały się drogą
kolejową, a druga (tj. kompania techniczna) drogą kołową. Załadowanie kompanii czołgów i plutonu opl odbyło się w nocy w Kożuszkach
w warunkach bardzo ciężkich, podstawienie wagonów względnie lokomotywy napotyka[ło] na trudności ze strony obsługi kolejowej, tak
że transport kolejowy wyruszył grubo po północy. Dnia 2 IX około godziny 11.00 rano wyładowanie odbyło się na stacji Pabianice. Podróż
ta od świtu aż do chwili wyładowania odbyła się przy stałym ogniu
samolotów nieprzyjaciela, które tylko dzięki kolosalnej mgle nie dostrzegły transportu.
Po wyładowaniu kompanie czołgów rozlokowane zostały w lasach
poza Pabianicami. Po południu tegoż dnia dowódca batalionu otrzymał rozkaz określający zadanie dla batalionu. Przy otrzymaniu tegoż
rozkazu byłem obecny, treści jego jednak nie znam. Wiem tylko tyle,
że kompanie czołgów miały wyruszyć w odstępach 1-godzinnych dla
zajęcia stanowisk wyjściowych.
O ile pamiętam około godziny 17.00 ruszyła jedna kompania czoł-
gów, po godzinie druga. W międzyczasie nadszedł nowy rozkaz zmieniający poprzedni odnośnie punktu docelowego, a to wobec szybkich
ruchów wojsk niemieckich i zmiany tym samym sytuacji. Odeszłe już
kompanie czołgów trzeba było uchwycić i skierować na inne pozycje.
Ja z plutonem opl i plutonem motocyklistów wyruszyłem potem w godzinach wieczornych. Po godzinie 24.00 dojechałem do m. Bełchatów
gdzie nastąpił postój do rana. Kompanii czołgów nie widziałem − mia-
ły być już na stanowiskach wyjściowych w pobliskich lasach.
Dnia następnego w godzinach wieczornych z rozkazu zastępcy
dowódcy batalionu dołączyłem do kompanii technicznej (dowódca
rtm. Kruciński) z dwoma swoimi przeciwlotniczymi, a dwa dalsze zabrał ze sobą zastępca dowódcy batalionu i wyszły do miejsca postoju Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
222
kompanii czołgowych. Dnia następnego w godzinach wieczornych
22
kompania techniczna rozpoczęła wycofywać się. Nadmieniam, że po
zatrzymaniu się na postój, dotarła do nas jedna kompania czołgów
pod dowództwem kapitana Hajdenki, która na skutek nieotrzymania
odwołania rozkazu natarcia sama jedna miała bój spotkaniowy z nieprzyjacielem i po wykonaniu zadania, z pewnymi stratami wycofała
się i dotarła do nas. W nocy odbywał się marsz, w ciągu dnia postój
ukryty w lasach. To trwało przez parę dni. Po owej nocy, na skutek słabej widoczności, a może i nieuwagi kierowcy koniec kolumny zmylił
drogę i zerwał łączność z całością. Ja jechałem motocyklem na końcu
kolumny. Oderwały się dwa czołgi i paru motocyklistów. Po dojechaniu do m. Brzeziny, o której wiedziałem, że nie była brana pod uwagę
w trasie marszu nocnego – starając się nawiązać z powrotem łączność
z odziałem, zawróciłem i przez całą noc posuwałem się wytyczoną trasą
kolumny (z braków map miejscowości, przez które miała się posuwać
kolumna zapisane były na kartkach i wręczane kierowcom motocykli).
Nad ranem nie zastałem jednak kompanii technicznej w miejscowości
oznaczonej na kartce jako końcowa marszu nocnego. Pojechałem dalej
i zatrzymałem się w pobliżu wsi Głucha, względnie Głuchów. Wieczorem tegoż dnia wyruszyłem do Skierniewic, a stamtąd do Mszczonowa
z zamiarem przedostania się na prawy brzeg Wisły (według rozkazów
należało omijać Warszawę). Dnia następnego w godzinach porannych
w odległości paru kilometrów od Mszczonowa widziałem zagon niemiecki poruszający się w kierunku na Warszawę. Mając odcięta drogę
postanowiłem pieszo dotrzeć do Wisły i przeprawić się na drugą stronę. Po unieszkodliwieniu dwóch czołgów wyruszyłem dnia następnego
o świcie. We wsi Baniochy dowiedziałem się, że brzeg Wisły strzeżony
jest przez Niemców. Zawróciłem, lecz po paru dniach postanowiłem
mimo to przejść na drugą stronę. W nocy przepłynąłem Wisłę i doszedłem do m. Stary Otwock gdzie w majątku hrabiego pewien rotmistrz
(nazwiska już nie pamiętam), organizował z resztek rozbitych oddzia-
łów ośrodek oporu. Po dwóch dniach było tam około 500 żołnierzy
różnych broni (kawaleria, saperzy, piechota). W tym czasie dochodzi-
ło do małych potyczek z patrolami niemieckimi. W końcu Niemcy
22
Chodzi o 5 września 1939 r.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
223
wykryli ośrodek ten i po przygotowaniu artyleryjskim zaatakowali.
Wojsko nasze częściowo zorganizowane w kompanie w pełni jednak
nieuzbrojone – rozpierzchło się, kierując się do przeprawy na Wiśle.
Niemcy po zajęciu majątku i spaleniu go zatrzymali się nie dochodząc do Wisły. To umożliwiało nam przedostanie się dnia następnego
na drugą stronę Wisły i w małych grupkach dotarcie do Warszawy.
W Warszawie zameldowałem się dnia 21 IX 1939 w punkcie zbornym
w koszarach artylerii. W Warszawie pozostałem aż do dnia 30 IX 1939 r.
W nocy z dnia 30 IX na 1 X wyszedłem z Warszawy wraz z oddziałami
wojsk naszych zabranych do niewoli i po 10 dniach odtransportowany
zostałem do Brandenburgii.
Oryginał, rękopis
IPMS, sygn. B.I.105/b.
4
27 listopada 1939 r., Paryż. Relacja dowódcy 2 kompanii czołgów
kpt. Konstantego Hajdenki
Uwagi i spostrzeżenia dotyczące przygotowań i działań wojennych.
I. Hajdenko Konstanty, kapitan służby stałej broni pancernej.
Dowódca kompanii czołgów lekkich, przed wojną w 2 batalionie
pancernym w Żurawicy oraz w czasie wojny w batalionie czołgów lekkich N ,,301” w Armii Łódź od 1 IX do 20 IX 39 r.
II. Jako dowódca kompanii w czasie pokoju opracowałem dziennik mobilizacji pododdziału.
A. Uwagi:
1) Częste zmiany przydziałów personalnych.
2) Braki w obsadzeniu personalnej kadry.
3) Bardzo częste zmiany w organizacji pododdziałów pancernych
oraz w sprzęcie – powodowało to, że dowódcy pododdziałów, którzy
mobilizowali się nie wiedzieli do ostatniej chwili czym będą dysponować i jaką będą mieli organizację.
4) Bardzo częste zmiany planów mobilizacyjnych.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
224
B. Braki w wyszkoleniu:
1) Znikoma ilość ćwiczeń z rodzajami broni głównych.
2) Niedostateczne zapoznanie żołnierzy, a także i kadry broni
głównych ze sprzętem pancernym naszym co w skutkach na wojnie
powodowało częste ostrzeliwanie, a nawet niszczenie własnych czoł-
gów przez własne oddziały broni głównych.
3) Nie było w ogóle przerabiane w czasie pokoju oznaczanie własnego sprzętu w boju (rozpoznanie własnych czołgów).
4) Bardzo słabo (pokazowo) opanowany dział obchodzenia się
z materiałami wybuchowymi.
C. Techniczny:
1) Kompanie o zmniejszonych stanach sprzętu (1 pluton lub 2)
nie pozwalały zgrać kompanii w szykach (szybkie przyjęcie) luźnych,
a tym samym szwankowała łączność w kompanii.
2) Otrzymanie czołgów nieprzygotowanych do wojny z mobów23
z nowymi załogami bardzo utrudniło w pracy.
D. Mobilizacja:
1) Braki personelu fachowego (majster radiotechniczny jeden na
batalion), wyszkolonych dobrze kierowców czołgowych − samochodowi kierowcy lub niewyszkoleni ze szkolnej kompanii obejmowali
czołgi lekkie potrzebujące troskliwej opieki i umiejętnej jazdy.
Brak amunicji kruszącej do działek 37 mm.
W ogóle brak amunicji do działek w czasie mobilizacji i w 1 dniu
wojny − przeznaczoną amunicję dla 2 batalionu pancernego zabrała
10 brygada kawalerii z transportu??
Brak materiału wybuchowego w czołgach − w razie potrzeby
były czołgi podpalane − co nie dawało takiego skutku, jak wysadzenie czołga przy pomocy materiałów wybuchowych, a w akcji w ogóle
niemożliwym było zniszczenie czołga (brak materiałów wybuchowych
w składnicach).
Oficerowie rezerwy (ppor. Kasztelewicz
24
) w ogóle nie był przeszkolony na czołgach 7TP, a przewidziani planem mobilizacyjnym do
kompanii nie dołączyli.
23
Chodzi o zapasy mobilizacyjne.
24
Ppor. rez. Adam Kasztelewicz – dowódca plutonu w 2 kompanii czołgów.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
225
Kompania czołgów lekkich w składzie batalionu czołgów N301
została wyładowana na stacji Łowicz dnia 1 IX 39 w godzinach popołudniowych oraz przeszła marszem do kompleksu lasów w rejonie
m. Nieborów (około 30 km od m. Łowicz), gdzie natychmiast nakaza-
łem konserwację czołgów i taśmowanie amunicji do ckm.
Dowódca batalionu mjr Karpów udał się do m. Łowicz po rozkazy.
O sytuacji żaden z dowódców kompanii nie wiedział. W nocy około
godziny 23.00 alarm i odmarsz do stacji Łowicz celem załadowania się
do dalszego transportu. O sytuacji znowu nic nie podano.
Składy kolejowe nie były przygotowane, wagonów (węglarek) starczyło jedynie na sprzęt pancerny, ogony kompanijne i kompania techniczna udały się do rejonu Pabianice drogą kołową. Ładowanie odby-
ło się z ramp prowizorycznych w warunkach bardzo trudnych przy
niedostatkach, technicznym funkcjonowaniu służby kolejowej (brak
parowozów do przetaczania wagonów). W godzinach przed świtem
transport ruszył i tylko dzięki mgle o godzinie 10.00 rano dnia 2 IX
udało się transport rozładować na stacji Pabianice, gdyż dalszy transport do Zduńskiej Woli był niemożliwy ze względu na zniszczony tor.
Zajęcie stanowisk w lesie 6 km na południe od Pabianic − brak łączności z kompanią techniczną i samochodowym taborem kompanii.
W godzinach popołudniowych nawiązanie [łączności] z kompanią techniczną i z taborami kompanii – pobranie amunicji działkowej
po 30 naboi na działko i map. Kompania otrzymała strawę. Dowódca
batalionu mjr Karpów ma środki łączności tylko przysłane z kompanii
i radiostację.
W godzinach popołudniowych około 14.00
25
mjr Karpów podał
sytuację i wydał rozkaz przemarszu kompanii w składzie batalionu
w rejon Kamieńska (ok. 80 km) wyznaczając drogę i czas wymarszu.
W czasie nocy rozkaz marszu był dwukrotnie zmieniany przez szefa broni pancernej armii płk. dypl. Rolę-Arciszewskiego oraz jego
zastępcę mjr. Olszewskiego, co spowodowało pogubienie się pododdziałów w terenie, ostatecznie ostatnim rozkazem batalion został przydzielony do 2 pułku piechoty legionów i o świcie dnia 3 IX 39 r. zajął
stanowiska w lesie Karczew około 5 km na wschód od m. Bełchatów.
25
2 września.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
226
W nocy odniosłem takie wrażenie, sądząc z wydawanych rozkazów, że
dowództwo armii (szef broni pancernej) nie orientowali się w sytuacji,
albo nie mieli wiadomości o nieprzyjacielu, gdyż batalion początkowo
miał nastawiać się na dywizję pancerną nieprzyjaciela maszerującą po
szosie z Piotrkowa na m. Bełchatów.
W ciągu dnia 3 IX z dowódcami i zastępcami dowódców plutonów przeprowadziłem rozpoznanie terenu i kierunków przeciwnatarć,
wyznaczając kierunki i organizując łączności w kompanii i z dowódcą
batalionu. Kompania techniczna w marszu nocnym zgubiła się, tak że
dopiero przed wieczorem dnia 3 IX została odnaleziona.
Przed wieczorem dnia 3 IX kompania otrzymała resztę amunicji
do działek oraz strawę. Łączność z kompanią techniczną szwankuje,
oficerowie rezerwy gubią się w terenie. Odczuwa się brak map (posiadają tylko dowódcy pododdziałów − kompanii, dowódcy plutonów
specjalnych nie posiadają żadnych map).
Na rozkaz dowódcy batalionu wyznaczyłem jednego dowódcęplutonu na oficera łącznikowego do dowódcy piechoty
26
, mimo że w dowództwie batalionu było dość oficerów, którzy nic nie robili, albo pogubili się
w terenie. 2 pułk piechoty, do którego zostaliśmy przydzieleni organizował obronę na odcinku około 22 km szerokim (Bełchatów − Rozprza)
i miał zadanie powstrzymać nieprzyjaciela do wieczora dnia 7 IX 39.
Noc z 4 na 5 IX kompania kwateruje w lesie Karczew oraz taśmuje
resztę amunicji do ckm i przeprowadza konserwację.
Odczuwa się brak radiomechanika (jeden na batalion w kompanii
technicznej), załogi czołgów dowódców plutonów wraz ze mną sprawdzają i regulują aparaty, gdyż dowódcy plutonów, oficerowie rezerwy
aparatów radiowych nie znają, a tak samo podchorąży 3 rocznika.
Przeprowadzamy wyszkolenie służby ruchu z oficerami i podchorążym. W południe dnia 5 IX otrzymuję rozkaz dowódcy batalionu
przesunąć kompanię na zachodni skraj lasu Wygoda, gdyż nadeszła
wiadomość, że niemiecka dywizja pancerna forsuje rzeczkę w rejonie
Jeżewa i Rozprzy.
26
Chodzi o batalion marszowy kpt. E. Marszałka.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
227
W rejon lasu Wygoda przesunięte zostały inne kompanie, tj. 2 i na
północny skraj 3 kpt. Próchniewicza. 1 kompania kpt. Rejmana
27
do lasu
Graby na północny wschód miejscowości Wola Krzysztoporska. Zadanie batalionu − współdziałając z piechotą nie wpuścić nieprzyjaciela na
północny brzeg rzeczki Luciąży w rejonie Jeżewa – Rozprzy. W chwili
zajęcia stanowisk w lesie Wygoda przez moją i 3 kompanię, m. Jeżewo
28
zostało opuszczone przez naszą piechotę, wieś Rozprza i Ignaców silnie
palą się. Żołnierze piechoty pojedynczo, bez broni wędrują bez celu po
lesie. Dowódcy batalionu, mjr. Karpowa nie ma, natomiast przyjeżdża
do mnie na skraj lasu zastępca dowódcy (raczej oficer taktyczny) kapitan
Słupski i po krótkim zorientowaniu się w terenie, każe mi z kompanią
natrzeć na miejscowość Rozprzę i wyrzucić stamtąd Niemców, bez poprzedniego rozpoznania, bez piechoty, bez artylerii oraz bez powiadomieniu o natarciu własnej piechoty. Na moje zapytanie o powyższym,
otrzymałem ponownie wykonać rozkaz natychmiast.
Rozkaz wykonałem w sposób następujący: ugrupowanie kompanii
w 3 rzutach w odległości 250−300 metrów − kierunek wzdłuż drogi
Kisiele – Rozprza. Działanie omawiając z dowódcami plutonów i ich
zastępcami (kapitan Słupski nie dał czasu na zebranie załóg) oraz drogę
powrotu oraz zbiórkę bojową. Wyruszenie po godzinie 18.00 (około)
na mój znak. Po dojściu do m. Rozprzy otrzymałem silny ogień działek
ppanc własnej piechoty z m. Rozprza i Magdalenka oraz ogień ckm.
Przez radio podałem nawracać do wsi Kisiele, co kompania uczyniła dość sprawnie. W natarciu jeden czołg postrzelony w dwóch miejscach, drugi lekko uszkodzony w podstawę wieży, l żołnierz – strzelec zabity, 2 kaprali z tegoż czołgu ranni. O powyższym natychmiast
wysłałem meldunek kpt. Słupskiemu. W tym czasie silny ogień ckm,
działek i artylerii z południowego skraju lasu, gdzie była kampania 3
kpt. Próchniewicza. Okazało się, że kpt. Próchniewicz otrzymał identyczny rozkaz od kpt. Słupskiego − natarcie na ukazujące się czołgi niemieckie ze wsi Jeżewo. W kompanii kpt. Próchniewicza kilka czołgów
uszkodzonych. Mój goniec z meldunkiem nie wrócił, zapada zmrok,
27
Autor podaje mylną numerację kompanii. W rzeczywistości kpt. Próchniewicz
dowodził 1 kompanią, a kpt. Rejman – 3.
28
Chodzi o Jeżów.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
228
wysyłam patrol pieszy, który melduje mi po powrocie o zajęciu skraju
lasu południowego przez Niemców i że 3 kompania wycofała się.
Decyduję się wycofać kompanię do wsi Siomki, 1 km na północ
od lasku Wygoda i ubezpieczyć się na noc wiedząc, że piechota bę-
dzie cofać się w razie potrzeby na m. Bujny. W m. Siomki napotykam
na gońca od kpt. Słupskiego, że mam wycofać się za kompanią 3 na
Gomułki − Szydłów, co osiągnąłem przed godziną 2 dnia 6 IX 39 r.
29
Dowódca lasu z zastępcą udają się do dowództwa armii, kompanii 1
nie ma. O kompanii technicznej nie mamy wiadomości, są tylko samochody kompanii z materiałami pędnymi.
Przed świtem dnia 6 IX otrzymuję rozkaz dowódcy batalionu zająć
stanowiska do natarcia na Jeżewo w lesie Graby, 1/2 km na północny
zachód od Woli Krzysztoporskiej. O świcie wyjeżdżam do lasu, gdzie
mało co nie byłem ostrzelany przez baterię artylerii Wołyńskiej Brygady Kawalerii
30
.
Do lasu Graby miała dołączyć kompania 1 kpt. Rejmana (do końca
dnia nie dołączyła). Kompania 3 miała zacząć stanowiska w lesie Wola
Rokszycka, gdzie miało być dowództwo batalionu.
O godzinie 8 dnia 6 IX
31
goniec od dowódcy 2 pp Legionów płk.
Czyżewskiego, by dowódca czołgów zameldował się u niego na południowym skraju lasu Graby. Zameldowałem o powyższym dowódcy
batalionu, przyjechał mjr Karpow i razem udaliśmy się do dowódcy
pułku.
Otrzymałem rozkaz natrzeć, współdziałając z batalionem piechoty
Wołyńskiej Brygady Kawalerii
32
, z podstawy wyjściowej − skraj lasu
Graby przez Wolę Krzysztoporską na Jeżewo i wzgórze między Jeżewem a lasem Wygoda z zadaniem wyrzucenia nieprzyjaciela i wprowadzenia własnej piechoty. Reszta batalionu czołgów z lasu Wola Rokszycka uderzy przez Siomki – Pieńki – Magdalenkę – wzgórze 212,7 na
Jeżewo. Wyjście mojej kompanii [o] godzinie 10.30, jak piechota przejdzie Wolę Krzysztoporską. Załogi pancerne, ugrupowanie 2 plutony
29
Autor przesunął daty o jeden dzień do przodu. Faktycznie chodziło o 5 września.
30
Miała wspierać natarcie 11 batalionu strzelców.
31
Jak wyżej. Było to 5 września.
32
Chodzi o 11 batalion strzelców.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
229
w 1 rzucie, pluton 3 za lewym skrzydłem w odległości 300 metrów,
jako pluton ppanc wraz ze mną.
Godzina 10.00 silny ogień w rejonie miejscowości Bujny − Wola
Rokszycka, widać czołgi na szosie Siomki − Bujny. Z Woli Krzysztoporskiej w kierunku miejscowości Krężna − Gomulin wychodzi skrzydło
nacierającej dywizji pancernej niemieckiej
33
w sile 3 dział i około 10
samochodów pancernych z piechotą. Daję nakaz kompanii otworzyć
ogień ze wszystkich czołgów, jednocześnie wydzielam jeden pluton
(4 czołgi) do osłony natarcia, sam z 2 plutonami ruszam do natarcia.
Niemcy rzucają samochody i uciekają w kierunku miejscowo-
ści Siomki. Ogień niemieckiej artylerii ciężkiej na las Graby. Jak było
umówione z piechotą, przechodzę przez nią za m. Wola Krzysztoporska i wprowadzam ją do Jeżewa i na wzgórze na północ od Jeżewa.
Otrzymuję bardzo silny ogień działkowy z lasu Wygoda i ogień artylerii z południowego brzegu rzeczki. Ukazują się czołgi po szosie z leśniczówki Wygoda (około 6). Pojedynek ogniowy z odległości 400−500
metrów, moje czołgi skupiają się około mojego czołgu − prowadzimy
ogień z miejsca, nasze działka bardzo celne, niemieckie czołgi palą
się i zaprzestając ognia chowają się do lasu. Czołg dowódcy l plutonu
por. rez. Froniszczyńskiego
34
pali się (był najbliżej lasu). Przy mnie tylko 7 czołgów − reszty nie widzę. Bardzo silny ogień artylerii ciężkiej
zaczyna mocno dokuczać. Batalionu nie widzę − decyduję się wrócić
na podstawę wyjściową. Mijając ostatnie domki Woli Krzysztoporskiej
widzę jak do lasu Graby wjeżdża 6 samochodów piechoty niemieckiej
i 2 samochody pancerne − niszczę z miejsca pancerki i z 7 ckm ostrzeliwuję piechotę − 2 samochody uszkodzone, piechota wyrywa do lasu.
Do lasu Graby obawiam się iść, idą na Krężną. Nade mną krąży samolot na 50 metrów. Wpadam z siedmioma czołgami do wsi Krężna
i kryję się przed lotnikami. Własnych oddziałów nie widzę. Strzałów
nie słychać w pobliżu.
33
1 Dywizja Pancerna.
34
W obsadzie 2 batalionów czołgów lekkich podanej przez R. Szubańskiego (Polska broń pancerna 1939, Warszawa 1989, s. 295) w składzie kompanii kpt. Hajdenki
wymieniony jest ppor. rez. Bohdan Tromszczyński.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
230
Z miejscowości Gąski i lasu Graby pokazuje się około 12 czołgów,
w tym 4 średnie, poznaję po płaskiej sylwetce. Z miejscowości Krężna
– kolonia, strzela do mnie piechota. Strzelam do czołgów, jeden pali się
z trzech załogi wyskoczyły i pochowały się w domkach.
Wycofuję się na las Wola Rokszycka, po drodze niszczę strzałami
w kolonii Krężna około 4 samochody ciężarowe z piechotą z odległo-
ści 50 metrów, przy mnie było 5 czołgów, reszta uszkodzona w miejscowości Krężna (kpr. Wieczorek niszczy je podpalając). Z m. Kargał
Las dostaję ogień piechoty
35
, nacieram, przechodzę przez wieś i otrzymuję silny ogień piechoty własnej z kolonii Rokszyce, jadę mimo to
− własna piechota ucieka, dostaje się do majątku Belzatka. Jest godzina
18.30. Własne oddziały w sile 2 plutonów piechoty w rejonie Rokszyce
wycofują się.
Dołączam do kompanii technicznej w rejonie Łodzi, zbieram czoł-
gi, które dołączyły pojedynczo. Brak majora Karpowa z pocztem, kpt.
Słupskiego, dowódców 1 i 3 kompanii. Od porucznika Chołoniewskiego
36
dowiedziałem się, że natarcie czołgów było odwołane, lecz mnie
o tym nie zawiadomiono, gdyż moje radio nie było czynne (o czym
wiedział dowódca batalionu). 1 i 3 kompania wycofały się w niewiadomym kierunku. Przy kompanii technicznej zebrałem 17 czołgów ze
wszystkich kompanii.
Dzień 7 IX
37
Na rozkaz kpt. Krucińskiego
38
(rozkaz Armii) wycofujemy się
w kierunku Rawy Mazowieckiej. Walka z dywersantem na zachód od
miejscowości Brzeziny. Kpt. Kruciński ranny, kilka strzelców rannych,
zabitych spoza batalionu około 60 i tylu rannych
39
. Wszystkich rannych zabieram na samochody, zmieniamy kierunek na Skierniewice
– Warszawa − Miłosna, gdzie jeszcze dołącza 5 czołgów.
35
Była to piechota z polskiej 19 DP (armia „Prusy”), broniącej Piotrkowa, nie
zawiadomiona o tym, że na przedpolu działają polskie czołgi.
36
Dowódca plutonu z kompanii kpt. Rejmana.
37
Faktycznie – 6 września.
38
Chodzi o dowódcę kompanii techniczno-gospodarczej.
39
Patrz relacja dowódcy kompanii techniczno-gospodarczej batalionu kpt.
A. Krucińskiego (nr 7).Relacje o działaniach czołgów 7tP...
231
Dzień 8 IX
40
Dołącza samochodem osobowym kpt. Słupski i ppor. Dakowski
i daje rozkaz wycofać się w rejon Garwolina. W nocy z 8 na 9 IX wycofuję się w rejon Łukowa.
Stan sprzętu bardzo zły, prawie wszystkie sprzęgła główne i boczne
spalone, w każdym czołgu brakuje po 5−7 rolek bieżnych, zamiennych
nie było. W kompanii technicznej zestawy były do czołgów V[ickers]
a nie do 7TP, rolek zamiast 100 było około 8.
Dzień 9 IX
Marsz do Brześcia i remont czołgów w ciągu nocy z 10 IX na 11 IX
przez kpt. Wąsowicza (rozkaz Naczelnego Dowództwa) lecz ze wzglę-
du na brak części zamiennych remont nie udał się, nad ranem wszyscy
robotnicy nie kończąc pracy pouciekali, jak i sami kierownicy.
Dzień 11−14 IX
Przejście w rejon Kowla. Konserwacja czołgów przez załogi. W rejonie Kowla w bardzo bliskiej odległości znajdują [się] 3 parki, żaden
nie miał części zamiennych czołgowych a nawet obłożyn do sprzęgieł.
Major Żukowski nastawił brygady do remontu, lecz do naprawy nie
przystąpił ze względu na brak części zamiennych do czołgów 7TP.
Dzień 14−17 IX
Zjawia się major Karpow samochodem by rozłączyć czołgi i 7 samochodów w osobną kompanię pod moim dowództwem, a sam z resztą samochodów odjeżdża, podając mi kierunek, gdzie mam go szukać,
a mianowicie: Kowel – Łuck – Brody – Tarnopol − Zaleszczyki. To było
dnia 14 IX.
Ja zostałem przydzielony do oddziału obrony Kowla przed dowództwo pułkownika Koca Leona.
Dzień 17 IX
W godzinach rannych przychodzi wiadomość o ruchu wojsk sowieckich. Zajęcie m. Równego. Godzina 21.00 otrzymuję rozkaz wycofać się na południe od Dniestru, czołgi spalić za Kowlem w odległości
10 km, by nie było słychać detonacji. Godzina 23.00. Podpaliłem czoł-
gi, załogi ładuję na samochody.
40
Prawdopodobnie 7 września.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
232
Dzień 18 IX
Osiągnięcie miejscowości Stanisławowa poprzedziła potyczka
z Rusinami przed Stanisławowem i z bojówkami żydowskimi w miejscowości Stanisławów.
Dzień 19 IX
Marsz do granicy węgierskiej. Potyczka z dywersantami w Jaremczu.
Dzień 20 IX
Godzina 2.00−3.00. Przejście granicy.
Dzień 22 lub 23 IX
Odłączenie oficerów od szeregowych na rozkaz majora Słatyńskiego z 10 psk
41
, natomiast oficerowie z majorem Słatyńskim nikogo nie
uprzedzając przejechali ze swoimi oddziałami. Od tej chwili stracili-
śmy całkowicie łączność ze swoimi oddziałami.
Uwagi
Oficerowie nie byli przeszkoleni na czołgach 7TP.
Nie byli obeznani z aparatami radio, bronią i ze sprzętem.
Sprzęt z magazynów mobilizacyjnych (czołgi) nie były należycie
przygotowane i przeglądane.
Zestawy nie były przepracowane i przeglądane, zamiast części
„7TP” były części „V” (sprzęgła, prądnicy).
Brak części zamiennych do czołgów (obłożyny do sprzęgieł, rolki itp.).
Zamiast 100 rolek bieżnych, okazało się 8.
Brak wyszkolonych majstrów specjalistów – surogowanie uczniami po szkole podoficerskiej.
Jeden radiomechanik na cały batalion, który był przydzielony do
kompanii technicznej.
Brak dowódcy batalionu w akcji. Nawiązywał sam lub ze swoim
zastępcą łączność osobistą, zamiast wysłania oficera z pocztu.
Obawa przed bombardowaniem dowódcy batalionu i jego zastępcy źle wpływała na podwładnych, którzy zaczęli ich lekceważyć.
Rozproszenie bazy po przejściu Warszawy przez kpt. Słupskiego
przez częste zmiany rozkazów na podstawie mało wiarygodnych wiadomości od ludności cywilnej oraz przez ciągłe marsze, wyczerpały
41
Mjr Emil Słatyński – zastępca dowódcy 10 pułku strzelców konnych (10 Brygada Kawalerii), po zranieniu płk. J. Bokszczanina objął dowództwo tego pułku.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
233
całkowicie załogi i kierowców. Lekceważenie obowiązków − jazda
z por. Dakowskim do Warszawy na noc itd.
Dowódcę batalionu czołgów i zastępcę wyznaczył dowódca II grupy pancernej osobiście.
IX. Granicę polsko-węgierską przekroczyłem z oddziałami dnia 20
o godzinie 2.00−3.00 na samochodach ciężarowych w rejonie Jasiny,
na Przełęczy Tatarskiej na rozkaz generała Trojanowskiego
42
, zasadniczo na własny.
X. Otrzymałem pobory z dodatkiem polowym około 800 złotych w
rejonie m. Łódź za miesiąc wrzesień i dnia 14 IX za miesiąc październik w Kowlu.
W obozie Visegrad pobrałem pożyczkę od dowódcy 2 batalionu
pancernego majora Chabowskiego
43
2000 zł na ubranie cywilne celem
udania się do Francji, oraz 6000 zł pożyczki na przeprowadzenie rodziny z Polski do Węgier lub przesłania rodzinie do Polski.
Uwaga! Za ścisłość faktów odpowiadam, co zaś się tyczy dat mogą
być małe przesunięcia.
Oryginał, rękopis
IPMS, sygn. B.I.105/b.
5
[1943 r., Irak] Relacja kpr. Mieczysława Białkiewicza z 2 kompanii
czołgów o walkach w dniu 4 września 1939 r. w rejonie Piotrkowa
Już od godziny siedzimy na tej zasadzce i z niecierpliwością oczekujemy ukazania się nieprzyjaciela. Mamy znakomite stanowisko na
skraju dość gęstego lasu. Przed nami – czysty, opadający lekko teren,
w dali łąki, z wąską ale bagnistą rzeczką, za nią wioska Jeżów i dwór
42
Gen. bryg. Mieczysław Trojanowski, dowódca OK I, 4 września mianowany
dowódcą obrony odcinka Wisły od Modlina do Dęblina.
43
Mjr Zygmunt Chabowski, dotychczasowy dowódca 2 batalionu pancernego, od
1 września 1939 r. był dowódcą Ośrodka Zapasowego Broni Pancernej.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
234
z parkiem. Za dworem teren wznosi się, ukazując jak na dłoni sko-
śnie idącą szosę w kierunku na Wieluń. Z wioski prowadzi szosa na
Piotrków przez las, w którym właśnie stoimy w zasadzce. Cała nasza
uwaga skoncentrowana jest na zerwany mostek tuż obok dworu, tam
ma być pierwszy opór. W parku usadowiła się kompania cekaemów
a na skraju zamaskował się pluton artylerii. Około południa przywożą
nam „terenówką” obiad w postaci sucharów i konserw. Pałaszujemy ze
smakiem. Nagle na szosie, za dworem, około 3 km od nas, ukazują się
olbrzymie tumany kurzu, z których po chwili wyłania się czoło niemieckiej kolumny pancerno-motorowej. Bez przeszkód dojechali do
zerwanego mostu, zatrzymali się; kilku pierwszych wylazło z czołgów
obejrzeć przeszkodę. Na to tylko czekali nasi „cekaemiarze”. Padły długie serie: trupy, zamieszanie, warkot silników. Czołgi zaczynają gorączkowo, bezładnie strzelać, ale nie wyrządzają zbytniej krzywdy naszym
doskonale zamaskowanym piechurom. Odezwała się nasza artyleria
i od razu niszczy jeden czołg, potem drugi, wznieca jeszcze większy zamęt. Kolumna nieprzyjaciela wycofuje się, ale wnet ukazuje się druga,
w sile około 2 kompanii czołgów: manewrem oskrzydlającym usiłuje
uderzyć na nasza artylerię. Wtem − kilka ostrych słów przez słuchawki
radiowe. Ruszamy! Serce zaczyna mi lekko bić z emocji. Moje pierwsze prawdziwe natarcie! Właściwie dotąd mam wrażenie, że jestem na
jakimś nowym poligonie. Przestrzeń kilometra przebywamy w kilka
minut pięknym, równym „rozwiniętym”, potem „półplutonem” jak na
pokazach na placu ćwiczeń. Forsujemy rzeczkę, nawiązujemy kontakt
z nieprzyjacielem. Otwieramy gwałtowny ogień ze wszystkich „Boforsów” i cekaemów całej kompanii. Szwaby odpowiadają. Kilka serii,
które obrywam po pancerzu, uświadamia mnie, że to naprawdę wojna.
Nasz ogień i tupet skutkuje: szwaby wycofują się, nadal gęsto strzelając.
Niszczymy cztery czołgi. Niemcy łapią nas w huraganowy ogień artylerii. Zjawia się eskadra bombowców. Ogień jak cholera! Musimy się
prędko wycofać. Ze stratą jednego czołgu wjeżdżamy do lasu ale i tu
ogień nie ustaje, owszem, wzmaga się. Olbrzymie, wiekowe dęby, poszarpane w drzazgi, fruwają w górę wraz z fontannami wyrwanej ziemi
i tumanami czarnego lub szarego dymu i pyłu. Odłamki bezlitośnie biją
po pancerzach. Pod osłoną drzew wycofujemy się do wsi Wola Krzysz-Relacje o działaniach czołgów 7tP...
235
toporska. Bombardowanie lasu trwa nadal, widocznie nieprzyjaciel nie
zauważył naszego manewru. Dopiero za pół godziny wszystko cichnie, kiedy przylatują nasze „Karasie” i rozpędzają hitlerowców44
. Kilka
naszych czołgów zostaje do naprawy. Wracamy na dawne stanowiska.
Boże! Jak one teraz wyglądają! Pełno lei od bomb i pocisków, całe stosy
straszliwie potrzaskanych drzew!
Jakim cudem wyszliśmy cało z tego piekła? Godzinę trwa zupełny
spokój, gdzieniegdzie odezwie się seria lub pojedynczy strzał. Przeczuwamy, że to cisza przed burzą. Zdziesiątkowana piechota wycofuje się
z pola. Przed wieczorem znów ukazują się tumany kurzu. Już wiemy co
to jest. Nie przeszkadzamy im w reperowaniu mostu. Widać, że są już
ostrożniejsi, ubezpieczają się, jednak nie za bardzo. Są przekonani, że
nas rozbili lub przepędzili, Bóg wie jak daleko. O naiwni, jakże głęboko
się mylą. Teraz już czeka na nich cały batalion najgroźniejszych polskich
czołgów, doskonałych 7TP. Mój pluton stoi tuż przy szosie. Umawiamy się, jak mamy strzelać. Za chwilę ukazuje się na szosie kilkanaście
pokracznych sylwetek z biało-czarnymi krzyżami na kadłubach. Biorę
pierwszego na krzyż lunety i „prowadzę”. Zbliża się wolno. Podpuszczamy ich spokojnie 300, 200, 150 m. W słuchawkach hełmu radiowego brzęczy ostry rozkaz: „Rysie, tu Żbik − kolejno... ognia!” Naciskam
pedał spustowy. Wstrząs... huk... Na ciemnym kadłubie złowrogi, niebieskawy błysk. Czołg nagłym skrętem wali drzewo przydrożne i staje.
Z długiej, wysmukłej lufy działka ciągnie się w dal jadowita, fioletowa
smuga dymu. Drugi raz naciskam, ten sam błysk i smuga. Nagle otwiera
się klapa, ukazuje się czarna sylwetka. Natychmiast przełączam dźwigienkę na ckm i kilka razy naciskam pedał. Kilka ostrych szczęknięć
cekaemu i sylwetka niknie. Spod pancerza wydobywają się jasne płomienie ognia: cały pokraczny „gad” płonie, jak pochodnia. Z następnymi „Panzerwagenami”
45
dzieje się mniej więcej to samo. Przenoszę
ogień na dalszy plan. Walę bez przerwy, jak opętany działko, ckm, na
przemian. Jeden z naszych plutonów rusza do natarcia. Szwaby wieją.
Opanowuje mnie jakieś dziwne uczucie, jakiś nieopisany zapał bojowy.
44
Autor obserwował jedną z polskich wypraw bombowych przeciwko kolumnom
pancernym XVI Korpusu.
45
Chodzi o niemieckie samochody pancerne.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
236
Już chciałbym się rzucić naprzód. Nie czekam długo. W słuchawkach
brzęczy: „Rysie, tu Żbik − pluton do natarcia!” Uderzamy z boku na
kolumnę pośpiesznie wycofujących się i stłoczonych przed mostkiem
sam-panców. Wściekła wymiana strzałów. Po pancerzu pociski wygrywają jakieś piekielne serenady. W czołgu ciasno i coraz duszniej od gazów. Widzę, jak jeden z sam-panców zjeżdża w boczną polną dróżkę.
„Aplikuję” mu dwa razy działko w silnik… Staje... Z tyłu wysypuje się
cała załoga i pędzi w kartoflisko. Gaz za nimi! Walę z cekaemu krótkimi seriami. Kierowca namiętnie łapie ich pod gąsienice. Przez ułamek
sekundy widzę rozpaczliwie wykrzywioną z przerażenia mordę jednego, z wpadających pod gąsienice, szwabów. „Dobrze ci tak, żebraku!”
Powoli robi się zmrok. Resztki batalionu nieprzyjaciela zwiały, druga
kompania rzuciła się w pościg. Kilka gratów ugrzęzło w bagnistej rzeczułce. Wracamy obok porozwalanych szwabskich czołgów i udajemy
się do m. Bogdanów na odpoczynek. Jeszcze raz rzucam spojrzenie
w tył na płonące graty.
Wspaniale wyglądają na tle krwawego zachodu i ciemniejącego już
nieba. Czarne szkielety migają w płomieniach, jak zbrodniarze na szubienicach. A przecież to samo mogło być i z nami. […] Jesteśmy już we
wsi. Dopiero teraz odczuwam znużenie. Resztkami sił przetarłem lufy,
mimo woli spojrzałem na pancerz i aż „włosy stanęły mi dęba”: cała
wieża zrobiła się dziwnie ospowata, na bokach jakieś wgłębienia, rysy,
lamp ani śladu, dwa peryskopy rozbite, antena w połowie ucięta (teraz
wiem, dlaczego tak trudno mi było ponownie dostroić). Zrezygnowany
ulokowałem się w kabinie. Nogi znalazły się między skrzynią biegów
a zbiornikiem ropy, za poduszkę doskonale służy zamek działka. Szczę-
ście, że choć fotelik jest miękki. Spojrzałem do góry, na przytwierdzony
do wieży ryngraf z Matką Boską − pamiątka od narzeczonej. Zdawało
mi się, że metalowa twarzyczka uśmiecha się czule, ciepło, jak matka.
Niedojedzony suchar wypadł mi z ręki. Znużony zasnąłem...
Chrzest pancerny, „Taran. Jednodniówka podchorążych broni pancernej”, Irak 1943 r.,
s. 51−53. Relacje o działaniach czołgów 7tP...
237
6

Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Re: RELACJE O DZIAłANIACH CZOłGóW 7TP W KAMPANII WRZEśNIOWE

Post autor: karateka » 24 wrz 2012, 23:25

29 września 1951, Londyn. Zapis relacji ustnej mjr. Józefa Rejmana – w 1939 r. kapitana – dowódcy 3 kompanii 2 batalionu czołgów
lekkich
301 batalion czołgów46
był mobilizowany w 2 batalionie pancernym w Żurawicy koło Przemyśla.
Pokojowej organizacji 2 batalionu pancernego kpt. R. nie zna i nie
pamięta, gdyż przed wojną był odkomenderowany na stanowisko komendanta kursu podoficerskiego dla małoletnich utworzonego przy
batalionie, ale zakwaterowanego oddzielnie.
Szczegóły pokojowej organizacji, a także i mobilizacji 301 batalionu pancernego mógłby podać mjr Kwiatkowski Alfred, komendant
parku w 2 batalionie pancernym.
O ile kpt. R. sobie przypomina, w 2 batalionie pancernym była
w czasie pokoju tylko jedna kompania czołgów 7TP. Dowódcą tej kompanii był kontraktowy kpt. dypl. Ratiszwili (później zginął)
47
. On też
przeprowadził mobilizację tej kompanii czołgów 301 batalionu czoł-
gów, na której dowódcę wyznaczony został już po mobilizacji i niejako
w ostatniej chwili kpt. R.
Była to kompania 3 lub 1
48
.
Obsadę oficerską batalionu 301 kpt. R. pamięta bardzo niedokładnie. Dowódcą batalionu był mjr Karpow Edmund, zastępcą i oficerem
operacyjnym kpt., obecnie mjr, Słupski Mieczysław, adiutantem ppor.
rez. Natanson, a płatnikiem ppor. rez. Dakowski.
Batalion 301 wyładował się w Łowiczu 1 IX rano przy pomocy
ramp prowizorycznych i stanął na postoju w lasach nieborowskich.
Około godziny 17.00 część bojowa batalionu rozpoczęła ponowne za-
ładowanie również w Łowiczu. Były duże trudności, gdyż ładowano się
46
Mowa o 2 batalionie czołgów lekkich, który w relacjach i literaturze występuje
również pod tym oznaczeniem.
47
Kpt. dypl. Józef Ratiszwili pozostał w garnizonie w Żurawicy i dowodził pozostałościami 2 batalionu pancernego. W pozostałościach tych sformowano dwa plutony
czołgów rozpoznawczych, oddane do dyspozycji dowódcy obrony Przemyśla.
48
Kpt. Rejman był dowódcą 3 kompanii czołgów.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
238
na węglarki z ramp prowizorycznych. Toteż ładowanie trwało do godziny 2.00 dnia 2 IX. Rzut kołowy pomaszerował marszem drogowym
po osi Zduńska Wola − Łask.
2 IX w godzinach rannych nastąpiło wyładowanie w Pabianicach.
Przed południem batalion stał na postoju w lesie w rejonie wschodniego Łaska. Brakowało paliwa i amunicji do działek. Były w ogóle tylko
2 egzemplarze map w batalionie.
Około godziny 14.00−15.00 batalion otrzymał rozkaz marszu. Kapitan R. pamięta, że była wtedy mowa o tym, że batalion idzie na pomoc
Wołyńskiej Brygadzie Kawalerii. Odmarsz nastąpił natychmiast, gdyż
nakazany był pośpiech. 2 kompania kpt. Hajdenki była czołową. Lotnictwo niemieckie ostrzeliwało batalion z lotu koszącego. Strat nie było.
Zdaje się, że w nocy 2/3 IX batalion otrzymał rozkaz zajęcia stanowisk gdzieś na północny-zachód od Piotrkowa i rozpoznawania
w kierunku na Piotrków. Nacisk był położony na dobrą opl.
Kapitan R. nie przypomina sobie dat dni, w których batalion toczył
walki z Niemcami. W pamięci utkwiły mu trzy sytuacje bojowe. Jest
jednak możliwe, że są one częściowo fragmentami walk stoczonych
w jednym lub dwóch dniach. Przed rozpoczęciem działań uzupełniono paliwo (ropę) i wydano amunicję do działek. Kapitan R. nie pamię-
ta czy wszystkie czołgi 7TP były uzbrojone w działka
49
, czy też niektóre
miały tylko ckm. Przypomina sobie, że amunicji wydano mało. Zdaje
się po 8−9 naboi na działko. Potem już nigdy amunicji nie uzupełniano. Być może niektóre kompanie otrzymały większą ilość naboi. Co do
łączności kpt. R. pamięta, że czołgi dowódcy kompanii i dowódców
plutonów wyposażone były w radio. Reszta czołgów miała stosować się
do ruchu dowódców plutonów.
I. Pierwsza akcja.
Kompania stała na skraju lasu na lewym skrzydle batalionu. Niemcy pokazali się od czoła i zostali ostrzelani. Następnie pokazali się również w lewo od kompani tak jakby chcieli ją oskrzydlić. Akcja trwała
około 2 godzin. Niemcy podchodzili i zawracali i w końcu wycofali się.
Kilka czołgów niemieckich zostało unieszkodliwionych.
49
Według innych relacji wszystkie z 49 czołgów batalionu wyposażone były
w działko 37 mm i ckm.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
239
II. Druga akcja
Kompania również stała na lewym skrzydle batalionu. Czołgi
niemieckie podjechały na 400 m. Odnosiło się wrażenie, że podeszły
one także na odcinku innej kompanii, słychać bowiem było stamtąd
strzelaninę. Także dalej w lewo od kompanii posuwali się Niemcy, jak
gdyby starali się ją oskrzydlić. Akcja ta zaczęła się około południa,
a zakończyła się przed wieczorem.
Czołgi niemieckie wycofały się, a kompania pozostała na stanowisku. Kapitan R. miał wrażenie, że było to natarcie rozpoznawcze. Nie jest
rzeczą wykluczoną, że obydwa zapamiętane fragmenty stanowiły jedną
akcję. W każdym razie w obu tych akcjach kpt. R. nie natknął się nigdzie na żadne własne wojska, ani na piechotę, ani na kawalerię, ani na
artylerię. Nie było też wcale w rejonie kompanii żadnego ognia własnej
artylerii. Doskonale też przypomina sobie, że kompania stała na lewym
skrzydle, całkowicie wiszącym w powietrzu. Dalej na lewo była luka,
nie było łączności z lewym sąsiadem i w ogóle nic nie wiedziano o tym,
gdzie właściwie znajdują się jakieś własne wojska w tym rejonie.
III. Trzecia akcja
Akcja ta miała miejsce następnego dnia po akcji drugiej, na tej samej pozycji co akcja druga
50
. W godzinę po świcie Niemcy otworzyli
bardzo silny ogień artylerii, a następnie nacierały czołgi niemieckie.
W natarciu przechodziły przez zapadłość terenową schodząc najpierw
w dół, a następnie podchodziły pod górę.
Odnosiło się wrażenie, że punkt ciężkości natarcia niemieckiego
był na lewo od kompanii, gdzie i nadal była luka. Kapitan R. nie wie,
względnie nie pamięta, gdzie były i co robiły inne kompanie, ale w każ-
dym razie były w akcji. Zasadniczo w prawo od jego kompanii.
W czasie odpierania natarcia niemieckiego był przy kompanii dowódca batalionu, który jeździł na „łaziku”.
Około południa dowódca batalionu zarządził wycofanie się na następną pozycję opóźniającą.
Niemcy zatrzymali się prawdopodobnie chwilowo na poprzedniej
pozycji, a następnie przesuwali się, przed frontem w bok ku wschodowi i mijając nasze lewe skrzydło kierowali się na północ.
50
Chodzi prawdopodobnie o wydarzenia 5 września.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
240
Z drugiej pozycji opóźniającej widać było laski, w których była poprzednia pozycja. Zdaje się, że między pierwszą a drugą pozycją był
rów czy też nawet potok i tam ugrzęzły 2−3 czołgi.
Na drugiej pozycji czołgi ustawiły się wśród luźnych domków.
Stan kompanii na drugiej pozycji wynosił już tylko około 10 czoł-
gów. Niemieckie czołgi rozwinęły się naprzeciw pozycji, ale ciągle
przesuwały się w lewo.
Pozycja była tylko ostrzeliwana z czołgów.
Dowódca batalionu był zdaje się krótko przy kompanii i na wypadek konieczności wycofania się wyznaczył punkt zborny.
Na drugiej pozycji kompania stała do godziny 16.00−17.00.
W tym czasie Niemcy otworzyli silny ogień artylerii. Zdarzył się
wówczas szczególny incydent. Na lewym skrzydle czołgi stały w pasiece.
Pszczoły przerażone hukiem wybuchów wyroiły się z ułów, dostały się
do wnętrza czołgów i po prostu obezwładniły obsługę całego plutonu.
Oskrzydlenie od wschodu zaznaczało się coraz bardziej i kompania zaczęła wycofywać się na nakazany punkt zborny.
Gdy zaczęło szarzeć, na punkcie tym zebrały się resztki wszystkich
kompanii. Było tam 8 czy l0 czołgów, przy czym połowa z nich musiała
być holowana. Nie było wcale amunicji. Nie było też na punkcie zbornym kompanii technicznej, co do której istniały pogłoski, że została
rozbita przez lotnictwo [lub] dywersantów podczas dowożenia amunicji. Byli natomiast na punkcie zbornym dowódca batalionu i dowódca
kompanii kpt. Próchniewicz. Prócz czołgów był tylko jedyny pojazd
mechaniczny tj. samochód dowódcy batalionu (samochód kpt. R. był
w kompanii technicznej). Tej samej lub następnej nocy ruszyliśmy dalej do Łodzi, dokąd dotarliśmy zdaje się następnego dnia. Nie było żadnych władz w mieście.
Dowódca batalionu odjechał z kpt. Próchniewiczem szukać materiałów pędnych. Zostawił on instrukcję, aby w razie nadejścia Niemców uszkodzić sprzęt i iść z ludźmi na Warszawę.
Okazało się, że w Łodzi w wielkich magazynach intendentury,
opuszczonych już przez wojsko, jakaś kobieta wydawała żywność i materiały pędne. Wypełniono zbiorniki i pobrano żywność. Resztę benzyny wypuszczono na ulicę.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
241
Następnie opuściliśmy Łódź kierując się na Warszawę.
Następnego wieczora staliśmy w lesie w odległości około jednego przemarszu dziennego od Warszawy. Obserwatorzy zameldowali,
że przechodzącą opodal szosą posuwa się w kierunku na Warszawę
kolumna pancerna niemiecka. Wówczas kpt. R. nakazał uszkodzenie
sprzętu przez wyrzucenie zamków i części motorów, po czym cały oddział udał się bocznymi drogami na Warszawę.
Kapitan R. dowiedział się później, że dowódca batalionu w tym
czasie podwoził już materiały pędne, że jednak natknął się na Niemców i był zmuszony zawrócić ku Warszawie. Był z nim również
kpt. Próchniewicz.
Nad ranem spieszony oddział dotarł do Warszawy i przeszedł przez
stanowiska obronne zajęte przez jakiś batalion piechoty. Przedmieścia
się paliły. Szeregowych zatrzymał dowódca tego batalionu.
Kapitan R. udał się z Warszawy do Brześcia.
W Brześciu natknął się na dowódcę batalionu mjr. Karpowa. Były
tam również resztki kompanii warsztatowej. Ponieważ dowódca kompanii warsztatowej kpt. Kruciński był ranny, dowództwo kompanii objął kpt. R. W tym składzie resztki batalionu przedostały się na Węgry
wraz z dowódcą.
Kapitan R. stwierdza, ze w czasie akcji około 75% strat batalionu
w czołgach stanowiły straty marszowe, a nie bojowe.
Kapitan Próchniewicz odłączył się gdzieś po drodze, wpadł w ręce
bolszewików i zginął w Katyniu.
Oryginał, maszynopis
IPMS, sygn. B.I.105/b.
7
[brak miejsca i daty, prawdopodobnie 1945 r., Niemcy] Relacja dowódcy kompanii techniczno-gospodarczej 2 batalionu czołgów lekkich kpt. Aleksandra Krucińskiego Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
242
[…]
51
Chronologiczne zestawienie działania kompanii technicznej
Dowódca kompanii: kpt. Kruciński Aleksander.
Stan kompanii: 4 oficerów, 125 szeregowych.
Sprzęt kompanii: 1 samochód „łazik”, 2 motocykle, 30 samochodów półciężarowych, 2 ciągniki, 1 warsztat polowy oraz kilka doczepek benzynowych.
Mobilizacja
Dnia 27 VIII, godzina 12.00.
Przyjmowanie rezerwistów, sprzętu i organizacja kompanii, m.p.
Żurawica k. Przemyśla.
Dnia 29 VIII o godzinie 15.00.
Kompania techniczna ładuje się na transport kolejowy w Przemy-
ślu stacja kolejowa Bakończyce. Po załadowaniu odjazd w kierunku
Lwów – Kowel – Brześć n. Bugiem − Siedlce – Warszawa – Sochaczew
– Bednary.
Dnia 31 sierpnia godzina 10.00.
Kompania wyładowuje się na stacji kolejowej Bednary z rampy
polowej i plutonami odchodzi marszem kołowym do parku majątku
Nieborów. O godzinie 23.00. Cały batalion czołgów odchodzi marszem kołowym do stacji kolejowej Łowicz, gdzie ma się ładować na
transport kolejowy (tylko czołgi). Kompania techniczna i cały sprzęt
kołowy batalionu, po otrzymaniu rozkazu o nowym miejscu zbiórki
i pobraniu map, odchodzi marszem kołowym po osi Łowicz – Łódź
– Łask – Widawa do lasów Sędziejów (południowy zachód od Łask).
Czołgi mają być przewiezione do stacji kolejowej Pabianice. Kompania
techniczna pobiera po drodze amunicję do działek w Gałków.
Dnia 1 IX (lasy Sędziejów) o godzinie 11.00.
Do kompanii technicznej przyjeżdża dowódca batalionu (mjr
Karpow) z oficerem taktycznym batalionu (kpt. Słupski). Kompanie
czołgów jeszcze nie przyszły. Podobno nie mogły się wyładować w Pabianicach. Pojechały do stacji kolejowej Aleksandrów. Nad lasami Sę-
dziejów obserwujemy walkę lotniczą.
51
Pominięto dane personalne.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
243
Otrzymuję rozkaz od dowódcy batalionu − przejść o zmroku
z kompanią techniczną do lasów Bełchatów, gdzie na skrzyżowaniu
dróg w mieście będzie czekał na mnie goniec, aby doprowadzić kompanię techniczną do reszty batalionu. Niestety nikogo tam nie zastałem.
Wobec tego zatrzymałem się w lesie przy m. Bełchatów, wystawiając
podchorążego na umówionym skrzyżowaniu dróg. Poszukując patrolami miejsca postoju batalionu, dowiedziałem się, że stoi on w rejonie
Rozprza – Wola Krzysztoporska. Zaopatrzenie zostało dostarczone.
W nocy z 2/3 IX w lasach Bełchatów ciągła strzelanina.
Dnia 3 IX (las Bełchatów) godzina 06.00.
Przesuwam kompanię techniczną plutonami do Czarnego Lasu
(między Bełchatów a Wadlew). Jeden z plutonów zostaje ostrzelany lotem koszącym, strat w ludziach ani sprzęcie nie ma.
Czarny Las, godzina 14.00, przyjeżdża do kompanii gen. Thommée, ponieważ zauważył moje miejsce postoju przy szosie Bełchatów
– Wadlew – Łódź. Od generała dowiaduję się trochę o sytuacji i o tym,
że alianci wypowiedzieli wojnę Niemcom.
Tej nocy wysłane zaopatrzenie wraca, nie znalazłszy swoich kompanii czołgów. Podobno działają one gdzieś w rejonie Piotrkowa.
Dnia 4 IX (Czarny Las).
Wysłanymi patrolami poszukuję batalionu. O zmroku przesuwam
kompanię do lasów Poddębie (2 km na południe [od] Regów) na oś
Piotrków – Łódź, aby być na kierunku działania batalionu.
Poddębie las godzina 03.00, przychodzą holowane przez ciągniki uszkodzone czołgi. Od kierowców dowiaduję się gdzie są kompanie
czołgów. Wysyłam zaopatrzenie i amunicję. Rozpoczynam naprawę
czołgów. Niestety zamiast 18 pełnych samochodów z częściami zamiennymi do czołgu 7TP, mam w skrzyniach mobilizacyjnych części zamienne do czołgu Vickers, mimo że na skrzyniach są spisy dla 7TP. Wobec
tego najbardziej uszkodzony czołg poświęcam na części zamienne.
Dnia 5 IX (las Poddębie) godzina 05.00.
Wysyłam oficera po ropę dla czołgów do składnic intendenckich
Łódź. Okazuje się [że] ropy w składach nie ma. Podobno ma przyjść
koleją z Warszawy na stację kolejową Widzew (nigdy tam nie przyszła). Ze Sztabu Armii przyjeżdża do mnie kpt. Walczak, także w po-Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
244
szukiwaniu ropy dla naszych czołgów. Wreszcie w Piotrkowie udaje
się dostać trochę ropy w prywatnym przedsiębiorstwie, skąd pobierają ją podoficerowie gospodarczy poszczególnych kompanii czołgów.
W godzinach popołudniowych na szosie Piotrków − Łódź duży ruch
w kierunku Łódź. Do kompanii technicznej przywożą rannych z kompanii czołgów, których odsyłam do szpitala w Łodzi.
Pod wieczór nieprzyjaciel bombarduje dywizjon artylerii na szosie
Tuszyn, bardzo duże straty. W lasach zaczyna się strzelanina.
O godzinie 21.00 przychodzi z kierunku Piotrkowa kpt. Hajdenko
ze swoją kompanią oraz z częścią holowanych czołgów swojej i innych
kompanii. Po rozmowie z kpt. Hajdenko, zarządzam marsz całości do
lasów Stróża (18 czołgów i 6 holowanych kompanii technicznej).
W lesie Stróża stoi obok nas dywizjon artylerii pomiarowej. Całą
noc trwa strzelanina w lesie.
Dnia 6 IX (lasy Stróża) świt
Osobiście jadę do Sztabu Armii, aby się dowiedzieć gdzie jest reszta
301 batalionu czołgów i otrzymać dalsze rozkazy. W Brzezinach łapie
mnie bombardowanie miasta (część miasta zaczyna się palić). Dojeż-
dżam wreszcie do miejsca postoju Sztabu (Julianów) okazuje się, że
Sztab Armii zbombardowany. Wracam do kompanii. Na drodze niesamowity bałagan. Spotykam przypadkowo jakiegoś nieznanego mi
płk. dypl. (z krzyżem VM) z bródką, który znowu poszukuje dywizjonu artylerii pomiarowej. Od niego dowiaduję się gdzie jest Sztab
Armii Łódź i że dobrze zrobię jeżeli przesunę się w nocy w rejon Rawa
Mazowiecka.
Dnia 6−7 IX, noc (księżycowa)
Marszem ubezpieczonym prowadzę kolumnę po osi Brzeziny −
Rawa Mazowiecka. Na drodze prawie trzy rzędy różnych kolumn, jadą-
cych w jednym kierunku. Dookoła mojej kolumny trzymają się różne
oddziały piechoty, rezerwistów itp. Szybkość marszu bardzo wolna.
Pod m. Jeżów zatrzymuje nas „korek”. Wysyłam patrol oficerski
dla zbadania i usunięcia przyczyny. W kolumnie spotykam samochód
z mjr. dypl. z bródką (zdaje mi się, że artylerii). W chwilę po tym, to
jest około godziny 23.30 rozpoczęła się okropna strzelanina wzdłuż
całej drogi. Walka trwała około 20 minut. Wtedy został tam zabity Relacje o działaniach czołgów 7tP...
245
mjr dypl. Makowiecki
52
, ja ranny w głowę i prawe ramię. Ogólnie straty
były bardzo duże. Tylko z mojej kolumny zostało rannych 2 oficerów,
20 szeregowych (część z nich umarła w szpitalu), oraz kilku zabitych.
Po opatrzeniu mnie przez kpt. Hajdenko i położeniu do „łazika”,
kazałem zawrócić mojej kolumnie i poprowadziłem ją bocznymi drogami po osi Brzeziny – Kołacin – Łyszkowice, unikając walk z dywersantami. Z rejonie Stryków słychać było ostrą strzelaninę.
O godzinie 10.00 znaleźliśmy się na szosie pustej Łowicz – Skierniewice, gdzie zdałem dowództwo nad całością kpt. Hajdenko, a sam
pojechałem przez Łowicz, w którym palił się szpital do Warszawy,
gdzie przyjęty zostałem do szpitala Ujazdowskiego (dnia 7 IX o godzinie 11.00).
P.S. Co się stało z dowództwem 301 batalionu czołgów 7TP i jakie
były dalsze losy batalionu – nie znam, znam je tylko z opowiadania
kolegów i żołnierzy pancernych.
Oryginał, maszynopis
IPMS, sygn. B.I.105/b.
8
6 kwietnia 1946 r., Niemcy. Relacja dowódcy grupy pancerno-motorowej Dowództwa Obrony Warszawy kpt. Bolesława Kowalskiego
[…]
53
Dnia 2 IX 39
Otrzymałem rozkaz w Modlinie od Komendanta Centrum Wyszkolenia Broni Pancernych majora Bragla. „Dnia 3 IX 39 o godzinie
11.30 zameldować się jako dowódca kompanii rozpoznawczej (TK) do
dyspozycji Dowódcy Obrony Warszawy p. gen. Czumy. Pluton techniczny i sprzęt transportowy z 3 batalionu pancernego w Warszawie”.
52
Wysłany 6 września około godziny 15.00 z rozkazami gen. Rómmla dla dowódcy GO „Piotrków”. Większość relacji podaje, że strzelanina wywołana była przez
dywersantów.
53
Pominięto dane personalne.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
246
Dnia 3 IX 39
Zameldowałem się u szefa sztabu dnia 3 IX 39 godzina 11.30
i otrzymałem rozkaz: „Zakwaterować się w ogrodzie Krasińskich,
utrzymać stałą łączność telefoniczną”.
Dnia 4 IX 39
Odprawa wszystkich dowódców dnia 4 IX 39 r. godzina 9.00. Omawiana była sprawa organizacji poszczególnych jednostek, przydziały,
uzbrojenie, zaopatrzenie i sprawy personalne. Na odprawie był kapitan
broni pancernej Michałkowski Feliks dowódca kompanii lekkiej (7TP
dwuwieżowej).
Dnia 5 IX 39
Odprawa ogólna, rozkazy dla poszczególnych dowódców, wyznaczenie organizacji jednostek, zaopatrzenie w amunicję, szczegółowe
rozpracowanie obrony Warszawy, podział odcinków i wyznaczenie
oddziałów odwodowych do bezpośredniej dyspozycji dowódcy Obrony Warszawy.
Zostałem mianowany dowódcą Grupy Pancernej Motorowej
o składzie:
1 kompania czołgów rozpoznawczych, dowódca kpt. Brasiuk
54
(11 czołgów TK, uzbrojenie ckm i rkm, 4 jednostki ognia).
2 kompania czołgów lekkich, dowódca kpt. Michałkowski
(11 czołgów 7TP, uzbrojenie po 2 ckm, 4 jednostki ognia, były to czołgi
dwuwieżowe).
3 kompania przeciwpancerna, dowódca ppor. (kompania mobilizowana w Rembertowie) działka 37 mm zaczepiane do samochodów
Fiat ciężarowych, 4 jednostki ognia.
4 kompania przeciwpancerna, dowódca ppor., działka 37 mm zaczepiane do samochodów Fiat ciężarowych, 4 jednostki ognia.
Sekcja motocyklowa, pluton techniczny, dowódca porucznik z rzekomo rozbitej kompanii pod Łodzią.
Plus trzy kolumny samochodowe, którymi dysponował w tych
dniach bezpośrednio o ile pamiętam mjr Głowacki.
Sprzęt czołgowy szkolny − obsługa służby czynnej. Sprzęt transportowy kompanijny rekwirowany w Warszawie samodzielnie.
54
Chodzi o kpt. Antoniego Brażuka.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
247
Zaopatrzenie w materiał techniczny i pędny we własnym zakresie.
Dnia 5−6 IX 39
Próby barykad na wytrzymałość ich na uderzenie sprzętem pancernym. Likwidowanie barykad prowizorycznych − budowa solidnych.
Dnia 6 IX 39
Zadanie: rozpoznać drogi i przeprawy na rzece Bug i Narew: Wyszków − Pułtusk, Małkinia − Ostrołęka. Drogi zatarasowane uciekinierami cywilnymi jadącymi do Warszawy i w odwrotnym kierunku.
Przeprawy nie zajęte i nie zniszczone. Zadanie wykonała 1 kompania
rozpoznawcza plus pluton 2 kompanii lekkiej plus sekcja motocyklowa. Strat nie było.
Dnia 7 IX 39
Zadanie: rozpoznać rejon m. Skierniewice − m. Mszczonów. Wyjazd godzina 7.00. Podać gdzie są oddziały własne i jakie. Gdzie jest
nieprzyjaciel, siła, skład i kierunek działania. Spotkanie z nieprzyjacielem godzina 9.00 na zachód [od] m. Żyrardów. Oddziały rozpoznawcze
nieprzyjaciela (czołgi rozpoznawcze i lekkie). Godzina 11.00 pierwsze
czołgi nieprzyjaciela na placu Narutowicza. Zadanie wykonała 1 kompania rozpoznawcza. Straty: 1 czołg plus 1 motocykl i 3 ludzi.
Dnia
55
IX 39
Przygotowanie natarcia na Woli na cegielnię z batalionem piechoty. Natarcie zostało odwołane o godzinie 9.00 przez dowódcę odcinka.
Dnia
56
IX 39
Przybyła kompania czołgów lekkich 7TP jednowieżowych, uzbrojenie 1 działko 37 mm i 1 ckm pod dowództwem kpt. Grąbczewskiego
z 3 batalionu pancernego z Warszawy, jako 5 kompania czołgów lekkich
57
. Obsada: dowódcy plutonów oficerowie, dowódcy czołgów podchorążowie z III rocznika. Zachowanie się podczas walki bez zarzutu.
Kompania 5 kwaterowała w ogrodzie Saskim, a następnie w gmachu
Rady Ministrów. Ponieważ kpt. Grąbczewski był starszym zaproponowałem jemu dowództwo nad całością, aby był jeden dowódca. Ja zo-
55
W relacji brak daty dziennej.
56
W relacji brak daty dziennej.
57
Kompania ta utworzona została z 11 fabrycznie nowych wozów 7TP znajdują-
cych się w trakcie prób odbiorczych w Forcie Wolskim.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
248
stałem dowódcą oddziałów zakwaterowanych w ogrodzie Krasińskich
i podlegałem kpt. Grąbczewskiemu.
[10/11 IX]
Wypad nocny z zadaniem zlikwidowania nieprzyjaciela znajdują-
cego się w Wawrzyszewie. Wyruszenie oddziałów z ulicy Marymonckiej z rejonu Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego na Wawrzyszew cmentarz i wieś Gacie. Skład: 2 kompania czołgów lekkich,
5 kompania czołgów lekkich, kompania piechoty (podwieziona na
samochodach). Dowódca całości kpt. Grąbczewski. Zdobyto 1 czołg
rozpoznawczy plus 1 czołg lekki. Zginął dowódca kompanii piechoty.
Nieprzyjaciel wycofał się z rejonu wieś Wawrzyszew cmentarz i wieś
Gacie. Skład: 2 kompania czołgów lekkich, 5 kompania czołgów lekkich, kompania piechoty (podwieziona na samochodach). Dowódca
całości kpt. Grąbczewski. Zdobyto 1 czołg rozpoznawczy plus 1 czołg
lekki. Zginął dowódca kompanii piechoty. Nieprzyjaciel wycofał się
z rejonu wieś Wawrzyszew cmentarz.
[12 IX]
Wypad o świcie z Alei Niepodległości na lotnisko Okęcie. Zadanie:
zająć lotnisko i utrzymać. Skład: 2 kompania czołgów lekkich, 5 kompania czołgów lekkich, 2 bataliony piechoty pod dowództwem ppłk.
Chmury. Straty: 5 czołgów, kpt. Michałkowski dostał się do niewoli.
Zabity ppłk Chmura i wielu oficerów. Zadanie niewykonane. Nieprzyjaciel na tym odcinku dobrze umocniony, ogień artylerii duży.
1 kompania rozpoznawcza odeszła na Wolę do dyspozycji dowódcy odcinka, wróciła dnia 27 IX 39. Przez cały czas straty 3 ludzi.
Pluton techniczny odszedł do Modlina do swojej kompani około
dnia 15 IX 39, a na jego miejsce został przydzielony pluton z kompanii
czołgowej rozbitej na zachód od Warszawy. Rozbitki (318 ludzi włącznie z podoficerami) broni pancernej, które dotarły do Warszawy były
zakwaterowane w Sądzie Najwyższym, tam organizowane jako kompanie piechoty, które odchodziły do obsad broniących mostów.
Ogłoszenie kapitulacji.
Dnia 28 lub 29 IX 39 r. otrzymałem rozkaz stawienia się ze sprzę-
tem na Wybrzeżu Kościuszkowskim o 9.00. Relacje o działaniach czołgów 7tP...
249
Następnego dnia odjechaliśmy własnymi samochodami do Łowicza. Tam zabrano nam sprzęt motorowy i zakwaterowano w koszarach
10 pp. Po kilku dniach pociągami przewieziono oficerów do Prenzlau.
Ogólne uwagi.
Przed wojną obrona Warszawy nie była przewidziana i trzeba było
wszystko improwizować. Wszyscy kierownicy magazynów broni, amunicji, materiałowych i żywnościowych opuścili swoje stanowiska, duże
odnalezienia magazynów przeważnie przypadkowo natrafiono przez
ciekawość na nie. Od dnia 8 IX 39 duże spotęgowanie ognia a nawet
odnosiło się wrażenie kierowanego przez obserwatorów w mieście.
Od dnia 14 IX 39 pierścień zacieśnia się i już obrona jest ostrzeliwana ze wszystkich stron.
Około 16 IX 39 ogień artyleryjski spotęgowany, systematycznie
niszczy ulicę po ulicy pociskami zapalającymi. Tylko dobrze zorganizowane drużyny ratownicze uratowały swoje kamienice.
Oryginał, maszynopis
IPMS, sygn. B.I.98/f.
9
30 stycznia 1946 r., Warszawa. Relacja dowódcy kompanii czołgów
lekkich 7TP grupy pancerno-motorowej Dowództwa Obrony Warszawy kpt. Feliksa Michałkowskiego
Do dnia 1 IX 1939 r. w stopniu kapitana należałem do składu osobowego Centrum Wyszkolenia Broni Pancernych w Modlinie na stanowisku oficera do spraw wyszkoleniowych Szkoły Podchorążych Broni Pancernych. W godzinach rannych dnia 2 IX otrzymałem rozkaz
od Komendanta Szkoły mjr. Brągiela Bronisława (obecnie w Anglii)
zameldowania się w 3 batalionie pancernym w Warszawie zabierając
ze sobą wszystkie sprawne czołgi lekkie jakie po mobilizacji pozostaną
jeszcze w Modlinie. Podobny rozkaz otrzymał kapitan Kowalski Bolesław odnośnie czołgów rozpoznawczych (kpt. Kowalski przebywał
ostatnio w obozie dla byłych jeńców wojennych w m. Lubeka). Wy-Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
250
marsz miał nastąpić w ciągu dnia 2 IX. W wyniku powyższego rozkazu wyruszyłem z Modlina do Warszawy o godz. 20.00 zabierając
7 czołgów typu TP (dwuwieżowych). W odległości 4–5 km od Nowego
Dworu w kierunku na Warszawę zostałem zaatakowany przez samoloty niemieckie na skutek czego drogę do Warszawy odbyłem częściowo
na przełaj. W czasie trwania marszu straciłem jeden czołg, tak że do
3 batalionu pancernego doprowadziłem 6 czołgów. Oficer służbowy
3 batalionu pancernego doręczył mi pisemny rozkaz Dowództwa Grupy Operacyjnej gen. Czumy, z którego wynikało, że:
1. Celem obrony Warszawy zostaje z dniem 3 IX sformowana Grupa Operacyjna Obrony Warszawy.
2. Grupa Operacyjna organizuje trzy obwody przeciwpancerne:
a) obwód ppanc nr 1 w ogrodzie Krasińskich w składzie: kompania
czołgów lekkich, kryptonim „Kula” pod moim dowództwem (podporządkowano mi pluton czołgów z 3 batalionu pancernego), kompania
czołgów rozpoznawczych TK pod dowództwem kpt. Kowalskiego Bolesława z Centrum Wyszkolenia Broni Pancernych, kompania zmotoryzowana dział ppanc 37 mm pod dowództwem ppor. Wojciechowskiego z Centrum Wyszkolenia Piechoty (Rembertów),
b) obwód ppanc nr 2 w ogrodzie Saskim, posiadający w swoim
składzie kompanię czołgów lekkich 7TP (jednowieżowych) pod dowództwem kpt. Grąbczewskiego Stanisława z 3 batalionu pancernego
(obecnie zamieszkały pod Warszawa),
c) obwód ppanc nr 3 w ogrodzie Łazienkowskim, bez sprzętu pancernego.
Ze swoją kompanią mam do godz. 8 dnia 3 IX przyjść na postój do
ogrodu Krasińskich, nawiązać kontakt z dowództwem Grupy Operacyjnej i być gotowym do działania jako obwód pancerny.
Miejsce postoju dowództwa Grupy Operacyjnej [znajduje się]
w Alejach Ujazdowskich (obecnie marszałka Stalina w pobliżu placu
Trzech Krzyży, nr domu nie pamiętam).
Po otrzymaniu rozkazu i zorganizowaniu kompanii do godz. 8.00
dnia 3 IX zakwaterowałem kompanie w ogrodzie Krasińskich umieszczając czołgi w ogrodzie a załogę w budynkach Publicznej Szkoły
Powszechnej znajdującej się tamże. Obrona przeciwlotnicza czynna Relacje o działaniach czołgów 7tP...
251
własnymi środkami przy użyciu 2 ckm wz. 30. Kompania posiadała
11 czołgów i była zorganizowana w dwa plutony po 5 czołgów oraz
patrol reparacyjny (1 samochód Fiat 620 i samochód Praga). W dniu
7 IX otrzymałem rozkaz wysłania patrolu rozpoznawczego do m. Wyszków celem stwierdzenia sytuacji własnych wojsk w tamtym rejonie.
Rozkaz wykonałem wysyłając pluton czołgów pod dowództwem por.
Sempolińskiego z 3 batalionu pancernego (przebywał w niewoli niemieckiej).
Pluton nawiązał pod Wyszkowem łączność z dowódcą 1 Dywizji
Legionów gen. Kowalskim – z nieprzyjacielem kontaktu nie miał.
W dniu 8 IX przeprowadziłem osobiście rozpoznanie na odcinku
obronnym „Ochota” (dowódca mjr Spychalski z Centrum Wyszkolenia
Piechoty
58
) oraz „Mokotów” i tegoż dnia wieczorem59
wyruszyłem do
akcji rozpoznawczej w składzie Grupy Rozpoznawczej pod dowództwem kpt. piechoty dowódcy kompanii piechoty zmotoryzowanej (nazwiska nie pamiętam – poległ w tejże akcji)
60
. Grupa rozpoznawcza
posiadając kompanię piechoty zmotoryzowanej (na samochodach policyjnych), dwie kompanie czołgów lekkich 7TP (moja i kpt. Grąbczewskiego
61
) oraz zmotoryzowany pluton dział ppanc 37 mm z obwodu
ppanc nr 1 miała za zadanie rozpoznać po osi Marymont – Wawrzyszew – Babice – Chrzanów. W przebiegu działalności rozpoznawczych,
w rejonie cmentarza m. Wawrzyszew (płn. zach. Warszawy) około
godz. 20.00 doszło do starcia między pancerną grupą rozpoznawczą,
którą osobiście prowadziłem, a plutonem czołgów niemieckich.
W rezultacie kilkunastominutowej walki został wzięty do niewoli
dowódca plutonu czołgów niemieckich oraz zdobyto trzy czołgi, które
następnie przyholowaliśmy do Warszawy. Charakterystyczne było to,
że pluton czołgów niemieckich stał nieubezpieczony przy drodze obok
58
Chodzi o dowódcę batalionu stołecznego mjr. Józefa Spychalskiego.
59
Wypad ten miał w rzeczywistości miejsce w nocy z 10 na 11 września 1939 r.
60
Chodzi o kpt. Straży Granicznej Witolda Chotkowskiego, dowódcę kompanii
kolarzy 360 pp. Również podany skład oddziału wypadowego różni się zasadniczo
od podawanego przez innych uczestników i w literaturze. Patrz opublikowana dalej
relacja por. Straży Granicznej Stanisława Stopy, uczestnika tej akcji.
61
Według innych źródeł w wypadzie uczestniczyły nie dwie kompanie, ale tylko
kompania kpt. Grąbczewskiego.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
252
cmentarza wsi Wawrzyszew, moje obydwa czołgi szperacze przeszły
obok niego bez obustronnego zainteresowania, ja zaś osobiście nawią-
załem rozmowę z dowódcą plutonu czołgów niemieckich, który nie
zorientował się, że ma przed sobą wrogów. Ogień z czołga otworzy-
łem dopiero wówczas gdy tenże oficer zrozumiał swoją sytuację. Oficer
niemiecki (leutnant) na skutek próby ucieczki został zastrzelony.
W dniu 10 IX w godzinach przedpołudniowych kompania moja
była użyta do łamania płotów zasłaniających pole widzenia na odcinku
„Mokotów”, a po południu przeszła na miejsce postoju, do Instytutu
Głuchoniemych, przy placu Trzech Krzyży, celem przeciwdziałania
akcji czołgów niemieckich działających na Warszawę od południa.
W dniu 11 IX otrzymałem rozkaz przydzielający do współpracy z płk.
Chmurą dowódcą batalionu piechoty (straży granicznej)
62
. Wzmiankowany batalion wsparty moją kompanią oraz kompanią czołgów kpt.
Grąbczewskiego otrzymał zadanie uderzenia na lotnisko „Okęcie”, dokonania tam zniszczenia sprzętu lotniczego oraz uderzenia na oddzia-
ły niemieckie w rejonie odcinka „Ochota” od tyłu. Oddział wypadowy
skoncentrował się około godz. 16.00 dnia 11 IX przy placu Unii Lubelskiej, gdzie na odprawie dowódców przedstawiłem propozycje zrezygnowania z akcji nocnej a kontynuowania jej w dzień, na skutek braku
środków do oświetlenia pola bitwy.
Po porozumieniu z dowództwem Grupy Operacyjnej ustalono, że
zajęcie podstawy wyjściowej do działań musi nastąpić w ciągu 11 IX,
wykonanie zaś akcji o świcie dnia 12 IX. Akcja wypadowa rozpoczę-
ta została o godz. 4.00 dnia 12 IX bez obiecanego wsparcia artylerii
z podstawy wyjściowej w rejonie zabudowań południowego skraju przedmieścia Mokotów. W akcji tej na skutek uzgodnienia z kpt.
Grąbczewskim dowodził[em] natarciem obydwóch kompanii czołgów
w składzie 27 czołgów, z czego jeden pluton pod dowództwem por.
Kraskowskiego (w niewoli niemieckiej) był użyty na kierunku Służewiec jako ubezpieczenie skrzydła natarcia.
W przebiegu trwania akcji zajęte zostało lotnisko Okęcie. Na skutek
przeciwnatarcia czołgów niemieckich wspartym intensywnym ogniem
62
Nieścisłe. Ppłk Chmura był dowódcą 360 pp. W wypadzie wzięły udział dwa
bataliony tego pułku.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
253
artylerii, grupa wypadowa znalazła w krytycznej sytuacji. Ja na skutek
postrzelenia czołga, uszkodzenia broni i zranienia odpryskami w czoło
i w rękę, zostałem wzięty do niewoli. Na podstawie częściowo własnej
obserwacji – częściowo z relacji uczestników wypadku wiadomo, że
zginął pułk. Chmura, batalion piechoty poniósł duże straty w ludziach,
kompania moja tracąc 7 czołgów, dowódcę kompanii i jednego z dowódców plutonu, faktycznie przestała istnieć.
Uprzednio już w działaniach rozpoznawczych na przedpolu Warszawy została zużyta kompania czołgów rozpoznawczych kpt. Kowalskiego
63
, tak że do dalszych działań obronnych w Warszawie pozostała
tylko kompania czołgów lekkich kpt. Grąbczewskiego uzupełniona
resztą czołgów i składem osobowym mojej kompanii. Dowódcą fachowym w zakresie użycia czołgów przy Grupie Operacyjnej gen. Czumy
był mjr Głowacki (w niewoli niemieckiej) były dowódca 3 batalionu
pancernego.
Oryginał, maszynopis
CAW, sygn. II.3.22.
10
2 grudnia 1945 r., Włochy. Relacja dowódcy plutonu czołgów 7TP
w kompanii czołgów lekkich 7TP grupy pancerno-motorowej Dowództwa Obrony Warszawy, por. Władysława Sempolińskiego
[…]
64
Część II.
A. Mobilizacja.
3 batalion pancerny zmobilizował batalion czołgów 7TP
65
. Ja mia-
łem przydział mobilizacyjny do II rzutu. Miał to być batalion czołgów
R35 (francuskie). Ponieważ jednak sprzęt nie nadszedł (wg pogłosek został przytrzymany przez władze rumuńskie), więc mobilizacja
63
Mowa o kompanii kpt. Brażuka.
64
Pominięto dane osobowe autora.
65
1 batalion czołgów lekkich kpt. Adama Kubina.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
254
II rzutu nie doszła do skutku. W czasie mobilizacji alarmowej przeprowadziłem mobilizację dwóch kolumn samochodowych ciężarowych
(nr nie pamiętam), których dzienniki mobilizacyjne opracowywałem.
Obsada tych kolumn składała się całkowicie z rezerwistów, sprzęt
z rekwizycji.
W dniu 4 IX po południu zostałem wezwany telefonicznie do
dowództwa batalionu (z Fortu „Wola” do dawnej Szkoły Gazowej na
Marymoncie, gdzie mieściło się dowództwo) i od mjr. Głowackiego
66
otrzymałem zadanie: zebrać cały sprzęt pancerny szkolny, jaki znajduje się na Forcie „Wola”, obsadę czołgów dać z pozostałości batalionu,
zgrupowanej w kompanii pancernej, której w tym momencie byłem
dowódcą i w ten sposób zorganizować oddział pancerny. Tegoż samego dnia wieczorem miał dojść pluton czołgów z Centrum Wyszkolenia
Broni Pancernych (Modlin) z dowódcą kompanii i dowódcą plutonu.
Dwa plutony te (jeden mój i drugi z Modlina) miały tworzyć kompanię. Oprócz tego miała jeszcze dojść kompania czołgów TK również
z Modlina. Dowództwo nad całością miał objąć kpt. Kowalski z Centrum Wyszkolenia Broni Pancernych. W ten sposób miał być sformowany Oddział Pancerny Obrony Warszawy. Później, po bitwie o Okęcie,
oddział ten został zreorganizowany w ten sposób, że dołączono kompanię czołgów 7TP, która miała być w dyspozycji Naczelnego Wodza,
a zorganizowała się w Warszawie w dniach 5–7 IX pod dowództwem
kpt. Grąbczewskiego Stanisława z 3 batalionu pancernego i obydwie
kompanie utworzyły Zgrupowanie Pancerne Odwodu nr 2, pozostała
kompania TK plus kompania ppanc zmotoryzowana (z Rembertowa)
utworzyły Oddział Pancerno-Motorowy pod dowództwem kpt. Kowalskiego.
Po otrzymaniu rozkazów wróciłem na Fort „Wola”. Zdołałem uruchomić 6 czołgów 7TP i 1 czołg również 7TP ale o płytach żelaznych (nie pancernych). Wziąłem go po prostu dla wykorzystania części zapasowych,
których był brak. Czołgi te były to stare czołgi dwuwieżowe uzbrojone
w 2 ckm wz. 30. Amunicji mieliśmy pełne wyposażenie. Załoga – młody
rocznik, jeszcze nie całkowicie wyszkolony, podoficerów brak.
66
Mjr Julian Głowacki był dowódcą 3 batalionu pancernego w Warszawie, a następnie dowódcą broni pancernej w Dowództwie Obrony Warszawy.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
255
Wieczorem tego samego dnia przybył kpt. Kowalski z kompanii
TK pod dowództwem kpt. Brażuka (kompania – 2 plutony – razem
11 czołgów). Pluton 7TP z dowódcą kompanii kpt. Michałkowskim
z powodów bliżej nieokreślonych spóźnił się.
Około godziny 21.00 zostaliśmy wezwani na odprawę do dowódcy
Obrony Warszawy (gen. Czuma) w Aleje Jerozolimskie 23 lub 25 (Komenda Straży Granicznej). Tam dowiedziałem się o decyzji obrony Warszawy, czym byłem zaskoczony, bo nie przypuszczałem, że Niemcy tak
szybko prą naprzód. Słowa generała, że „z Warszawy zrobimy Alkazar” (?)
wydały mi się co najmniej przedwczesne. Na odprawie cała obrona Warszawy została podzielona na odcinki batalionowe, została zorganizowana
opl czynna, ponieważ naloty na Warszawę od 1 IX dawały się mocno we
znaki. Nasz oddział zadań specjalnych nie otrzymał, poza tym, że zakwaterowaliśmy w Ogrodzie Krasińskich i pobliskiej Szkole Powszechnej, oraz
że jesteśmy odwodem Dowództwa Obrony Warszawy.
Po powrocie z odprawy zastaliśmy już pluton 7TP z Modlina
z kpt. Michałkowskim na miejscu. Następnego dnia przenieśliśmy się
do Ogrodu Krasińskich. W tej chwili nie przypominam sobie dokładnie
kiedy dołączyła do nas zmotoryzowana kompania ppanc, czy było to
5 IX, czy w parę dni później, w każdym bądź razie kompania ta w sile
9 dział ppanc 37 mm kwaterowała razem z nami i nawet uczyłem oficerów prowadzić samochodów, bo nie byli oni pod względem mot[oryzacyjnym] wyszkoleni.
O ile chodzi o morale oddziału to było ono pierwszorzędne. Ludzie
pracowali jak tylko mogli, nikt nie myślał o jakimś „dekowaniu się”,
każdy chciał jak najszybciej wejść do akcji.
B. Działania wojenne.
Pierwsze zadanie bojowe otrzymał kpt. Brażuk z kompanii TK –
rozpoznanie na kierunku Rawa Mazowiecka. Było to ok. 6 IX. Wrócił
spotkawszy się z czołgami niemieckimi i mając straty (2 czołgi). Dwa
dni później, a więc ok. 8 IX
67
zostałem wezwany do Dowództwa Obrony Warszawy i tam oficer operacyjny Sztabu dał mi zadanie: plutonem
67
Faktycznie było to 7 września.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
256
czołgów 7TP rozpoznać po osi Warszawa – Radzymin – Tłuszcz – Łochów i pobliskie lasy (miejsce wskazał mi dokładnie na mapie dokąd
miałem dojść). Chodziło o stwierdzenie: 1) czy Niemcy przekroczyli
linię Bugu i Narwi w kierunku na południe i 2) czy własne oddzia-
ły trzymają jeszcze tę linię. Odległość wg mych pobieżnych obliczeń
z mapy wynosiła ok. 100 km w jedną stronę. Nakazane meldunki mia-
łem 1) z Radzymina 2) po stwierdzeniu sytuacji na Bugu w Wyszkowie
i dalsze wg potrzeby. Ponieważ miałem zadanie rozpoznać również po-
łożenie w Wyszkowie, który był ok. 20 km od mej osi, wobec powyż-
szego poprosiłem dowódcę oddziału kpt. Kowalskiego o przydzielenie
mi kilku motocykli, poprosiłem również o jeden samochód ciężarowy
na materiały pędne i części zapasowe oraz prowiant dla ludzi. Czołgi
moje w zbiornikach posiadały zapas paliwa na 100 km. Wyruszyłem
ok. godziny 06.00, poinformowawszy wszystkich żołnierzy mego plutonu o zadaniu jakie mamy do wykonania. Przed ruszeniem zdecydowałem, że po przekroczeniu m. Tłuszcz wyślę motocyklistów pod
dowództwem sierżanta drogą na Wyszków, z zadaniem stwierdzenia
czy Wyszków jest trzymany przez nasze oddziały i jakie. Patrol ten zaopatrzony w jeden rkm (4 motocykle z przyczepkami) miał bocznymi
drogami dołączyć do mnie na oś marszu w Łochowie. Z m. Radzymin
wysłałem 1 meldunek (telefonicznie) do Dowództwa Obrony Warszawy. Za m. Radzymin widzieliśmy dość liczne zgrupowanie samolotów nieprzyjacielskich lecących na Warszawę. Kontynuowałem marsz
w dalszym ciągu. Za m. Tłuszcz wysłałem zgodnie z decyzją patrol
motocyklowy na Wyszków, dając sierżantowi (nazwiska nie pamię-
tam) dokładne instrukcje co ma robić, którędy wrócić i gdzie dołączyć.
Przed Łochowem zacząłem spotykać żołnierzy polskich, którzy odłą-
czyli się od oddziałów i na własną rękę „ewakuowali się”. Ponieważ na
którejś ze stacji (Łochów lub Sadowne) spotkałem porucznika saperów
kolejowych, który czekał tam na swoją czołówkę pracującą w rejonie
Małkini, więc wszystkich maruderów kierowałem na tę stację, jak się
w drodze powrotnej zorientowałem bezskutecznie. Każdy z tych uciekinierów był jedynym żołnierzem, który pozostał po rozbiciu oddzia-
łu. Ponieważ było to moje pierwsze spotkanie się z tego typu żołnierzami, wierzyłem im, że naprawdę chcą się bić. Wielu z nich skarżyło się Relacje o działaniach czołgów 7tP...
257
na bezradność i tchórzostwo dowódców. Na szosie spotkałem również
taksówkę wyładowaną do maksimum żołnierzami. Kierowca, widząc
nadjeżdżające czołgi zatrzymał się, wysiadł i dawał znaki do zatrzymania a następnie prosił o interwencję. Gdy nakazałem wszystkim
wysiąść z samochodu okazało się, że był tam również jeden podporucznik. Rozkazałem mu zebrać wszystkich żołnierzy i odprowadzić
na wyżej wzmiankowaną stację i zameldować się u oficera, który tam
będzie. Do Łochowa dotarłem po południu i prawie równocześnie
dotarł tam patrol motocyklowy z Wyszkowa. Dowódca zameldował
mi, że most w Wyszkowie pali się, więc do samego miasta nie mógł
dotrzeć, jednak wie na pewno, że Wyszków jest trzymany przez nasze oddziały. Ponieważ robiło się już ciemno, więc zdecydowałem, że
dalsze rozpoznanie poprowadzę sam motocyklami, natomiast czołgi
zostawię w Łochowie, gdzie po napełnieniu paliwa będą gotowe do
powrotu. I silniki i rolki bieżne wymagały przerwy w marszu (sprzęt
szkolny – b. zużyty). Na motocyklu dotarłem do nakazanego miejsca.
Nieprzyjaciela nigdzie nie spotkałem, natomiast wszędzie widziałem
b. dużo maruderów. Z m. Łochów jednego motocyklistę wysłałem do
Warszawy z meldunkiem o sytuacji w Wyszkowie. Drogę powrotną
odbyłem w nocy i ok. godziny 08.00 zameldowałem telefonicznie do
Sztabu Obrony Warszawy swój powrót. Po wydaniu zarządzeń co do
konserwacji sprzętu i broni udałem się osobiście do Dowództwa Obrony, aby zdać szczegółowy meldunek z rozpoznania.
Następne działanie miało miejsce ok. 13 IX
68
. Obie kompanie 7TP
(kapitana Michałkowskiego i Grąbczewskiego)
69
, jako batalion pod dowództwem kpt. Grąbczewskiego plus kompania piechoty na samochodach wykonały wypad na Wawrzyszew (płn. od Warszawy). Dokładnego zadania nie znam. Działanie było przeprowadzone następująco:
o zmierzchu ruszyliśmy z pl. Wilsona w ugrupowaniu kompanii kpt.
Michałkowskiego, przy tym on sam poszedł z plutonem jako szpica,
68
Faktycznie – 10 września
69
Autor relacji, podobnie jak kpt. Michałkowski, twierdzi, że w wypadzie uczestniczyły obie kompanie czołgów lekkich – kpt. Michałkowskiego i kpt. Grąbczewskiego. Natomiast autorzy podstawowych opracowań (L. Głowacki, Obrona Warszawy
i Modlina na tle kampanii wrześniowej 1939, Warszawa 1985, s. 154 i R. Szubański,
op.cit., s. 210) wymieniają jedynie kompanię kpt. Grąbczewskiego.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
258
ja szedłem w 2 plutonie, za nami kompania piechoty i następnie kompania kpt. Grąbczewskiego, którą prowadził por. Kraskowski Robert
(z 3 batalionu pancernego). Przy mijaniu m. Wawrzyszew zauważy-
łem, że kpt. Grąbczewski na motocyklu wyjechał naprzód. W chwilę
potem koło cmentarza zauważyłem naprzeciwko mojego czołga, czołg
niemiecki. Wówczas dałem rozkaz do otwarcia ognia. Równocześnie
usłyszałem ogień przede mną. Ponieważ droga była wąska, więc nakazałem zjechać z drogi w prawo na pola, aby zwolnić ją i dla piechoty
i dla następnej kompanii czołgów, która była uzbrojona w działka ppanc.
Było zupełnie ciemno, przed nami znajdowała się jakaś wieś (nazwy
nie pamiętam), która raz po raz oświetlana była rakietami niemieckimi. Ponieważ w naszych ckm była amunicja świetlna co pozwalało na
prowadzenie ognia i w nocy więc począłem ostrzeliwać tą wieś. Czołgi
nasze zostały również ostrzelane. Po pewnej chwili usłyszałem okrzyk
kpt. Grąbczewskiego „przerwij ogień”. Otworzyłem klapy czołga i wyszedłem na zewnątrz. Czołg, który był pierwszy przeze mnie ostrzelany
stał w tym samym miejscu. Na nim spostrzegłem kilku naszych strzelców, którzy usiłowali dostać się do wnętrza. Kazałem przynieść łom
i otworzyliśmy właz górny. Dwóch Niemców znajdujących się w czoł-
gu robiło wrażenie trupów. Pierwszy – strzelec, symulował, kierowca
– rzeczywiście był zabity. Na przedpolu Niemcy pozostawili 3 czołgi
5,5 tonowe, które przyholowaliśmy do Warszawy. W akcji tej zginął
dowódca kompanii piechoty, kapitan Straży Granicznej (nazwiska nie
pamiętam)
70
. W batalionie czołgów żadnych strat nie było. Powracając
(jechałem ostatni) musiałem zboczyć, aby ratować 2 czołgi z kompanii
kpt. Grąbczewskiego. Zajęło to mi ze 2 godziny czasu. Dołączyłem do
oddziału już wewnątrz naszych linii obronnych.
Około 17 IX
71
miała miejsce bitwa o wieś Okęcie. W bitwie tej brał
udział 360 pp płk. Chmury, obie kompanie 7TP pod dowództwem
kpt. Grąbczewskiego, wsparcie zapewniał dywizjon artylerii ciężkiej.
Natarcie miało być wykonane w nocy, lecz z nieznanych mi powodów
zostało rozpoczęte o świcie. Rozkazy zostały wydane wieczorem w jednym z domków przy Al. Niepodległości. Kompania kpt. Michałkow-
70
Chodzi o kpt. Straży Granicznej Witolda Chotkowskiego.
71
W rzeczywistości było to 17 września.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
259
skiego (w skład której wchodziłem) miała przedłużyć lewe skrzydło
natarcia piechoty, kierunki natarć były wyznaczone z mapy za pomocą
punktów terenowych. Kompania kpt. Grąbczewskiego (dowodzona
przez por. Kraskowskiego) miała za zadanie osłony natarcia przez uderzenie na pole wyścigów – Służewiec. O nieprzyjacielu wiedzieliśmy, że
obsadza lotnisko Okęcie i prawdopodobnie niektóre forty. Wyruszyli-
śmy marszem zbliżania, czołgi w ugrupowaniu piechoty przez Zbarż
na Okęcie. Mój pluton szedł w ugrupowaniu schody w lewo jako drugi.
Po przejściu Zbarża zauważyłem, że silnik coś szwankuje, lecz mimo
to posuwaliśmy się dalej. Skutkiem wady silnika czołg mój szedł wolniej od innych. Po przekroczeniu zabudowań lotniska Okęcie i wejściu
na właściwe lotnisko zwiększyliśmy tempo marszu, aby szybciej dojść
do wsi Okęcie, licząc na to że piechota dojdzie za nami. Na lotnisku
zauważyłem samolot niemiecki typu „Storch” i pamiętając z odprawy
o rozkazie zniszczenia ewentualnie napotkanych samolotów nawróci-
łem i najeżdżając na ogon zniszczyłem go. W międzyczasie czołgi moje
oderwały się, że straciłem z nimi łączność (nie było radia). Całą moż-
liwą szybkością jechałem do wsi Okęcie. W samej wsi spostrzegłem, że
Niemcy są całkowicie zaskoczeni moim pojawieniem się. Otworzyłem
ogień z obu ckmów, ale nigdzie nie zauważyłem ani czołgów naszych
ani piechoty. Wobec tego, że zauważyłem jak Niemcy opłotkami podciągają działa ppanc, wycofałem się na lotnisko do małej kotlinki. Tu
znalazłem 5 czołgów, z tego 2 z mego plutonu i 3 z innego. Do akcji tej
kompanie zostały wymieszane dla dodania naszej kompanii czołgów
jednowieżowych z działami ppanc. W kotlince tej spotkałem sierż.
pchor. Gołębiowskiego (z ostatniego rocznika Szkoły Podchorążych
Broni Pancernych). Nie pamiętam w tej chwili co mi powiedział dlaczego tu jest, dość że po pewnym namyśle zdecydowałem, że widocznie
zboczyłem z kierunku natarcia, tym bardziej, że usłyszałem odgłosy
walki dość daleko na prawo. Postanowiłem ponownie natrzeć na wieś
Okęcie, następnie, posuwając się wzdłuż wsi po obu stronach w prawo,
dojść do miejsca walki. Wydałem rozkaz i ruszyłem pierwszy. Czułem
jednak, że dobry duch i nastrój jaki był poprzednio, jak gdyby popsuł
się. Ledwo ujechaliśmy z 300 m jak otrzymaliśmy silny ogień z prawej
strony od hangarów jak i na wprost ze wsi Okęcie. Czołg pchor. Go-Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
260
łębiowskiego
72

Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Re: RELACJE O DZIAłANIACH CZOłGóW 7TP W KAMPANII WRZEśNIOWE

Post autor: karateka » 24 wrz 2012, 23:26

wyleciał w powietrze, trafiony w amunicję ppanc, mój
czołg trafiony został rykoszetem w uchyloną przednią klapę kierowcy
tak, że została wyrwana dziura o średnicy ok. 30 cm, kierowca został
lekko ranny odłamkami pancerza. Inny czołg zapalił się. Ponieważ
czołg mój stanął więc przez chwilę prowadziłem jeszcze ogień z km na
wieś i na okop przed wsią, który wydał mi się podejrzany, a następnie
zastąpiłem kierowcę. Zorientowałem się, że reszta czołgów (3) które
były jeszcze na chodzie wycofuje się, wobec tego, jak i również, że mia-
łem czołg uszkodzony, też zacząłem się wycofywać. Przy budynkach
lotniska spotkałem naszą piechotę. Było dużo rannych, których zabra-
łem na czołg. Spotkałem też inne czołgi wycofujące się, niektóre mocno uszkodzone. Silnik mój coraz gorzej pracował. Po przekroczeniu
lotniska dostałem się w ogień artylerii. Wskutek tego, że silnik prawie
że przestawał działać kazałem zejść wszystkim z czołga. Czołg zdoła-
łem doprowadzić jeszcze w pobliże szosy Grójeckiej i tu musiałem go
już opuścić. Przed opuszczeniem uszkodziłem broń i zniszczyłem filtr
paliwa, poczym razem z obydwoma strzelcami doszedłem do szosy,
skąd samochodem dojechałem pod dom, gdzie poprzedniego dnia była
odprawa. Mogła być godz. 13.00. Spotkałem tu kpt. Grąbczewskiego,
por. Kraskowskiego i kilka czołgów częściowo uszkodzonych. Straty
nasze wynosiły 50% ludzi i sprzętu. Straty nieprzyjaciela nie potwierdzone. Zginął w pierwszych chwilach natarcia dowódca – płk Chmura.
Zaginął mój dowódca kompanii kpt. Michałkowski (później w niewoli
dowiedziałem się, że był w Oflagu II C). Mimo znacznych strat żoł-
nierz załamał się tylko chwilowo. Dowodem tego jest, że 2 strzelców
z mego plutonu, o których myśleliśmy, że polegli, dołączyło do oddzia-
łu po 2 dniach. Musieli się oni ukrywać przed Niemcami na polu walki
i dopiero nocami udało im się przedrzeć do Warszawy.
Po bitwie tej nastąpiła reorganizacja. Czołgi 7TP zostały zorganizowane w jeden oddział (Zgrupowanie Pancerne Odwodu Nr 2) pod
dowództwem kpt. Grąbczewskiego i zakwaterowane w Ogrodzie Saskim koło Instytutu Wód Mineralnych. Posiadaliśmy wówczas razem
ok. 15 czołgów.
72
On sam poniósł śmierć.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
261
Około 20 IX
73
przenieśliśmy się do Pałacu Rady Ministrów i stąd
rzucono nas na odcinek Wola. Jak nam powiedziano, mieliśmy otworzyć dojście do Puszczy Kampinoskiej, ażeby umożliwić dojście do
Warszawy oddziałów tam skupionych.
Część czołgów pod dowództwem por. Kraskowskiego miała nacierać wzdłuż ulicy Wolskiej i wspierać natarcie batalionu piechoty pod
dowództwem mjr. Piękosia
74
. Ja z 5 czołgami miałem wspierać natarcie batalionu mjr. Mazurkiewicza
75
. Natarcie to przez m. Jelonki mia-
ło zdobyć miejscowość Nowy Chrzanów (zach. Warszawa). Ponieważ
otrzymałem od dowódcy batalionu zadanie, które nie było zgodne
z wytycznymi, jakie otrzymałem od kpt. Grąbczewskiego, wobec tego
telefonicznie porozumiałem się z kpt. Grąbczewskim i dowódcą odcinka ppłk. Okulickim. Na rozkaz ppłk. Okulickiego natarcie ruszyło
naprzód, a ja miałem wprowadzić piechotę do Nowego Chrzanowa.
Natarcie to jednak z powodu silnego ognia bocznego załamało się i batalion cofnął się do m. Jelonki. Po kilku godzinach zostałem ściągnięty
do dyspozycji dowódcy odcinka, ponieważ czołgi por. Kraskowskiego
zostały prawie wszystkie rozbite, a on sam ranny w nogę.
Do kapitulacji pozostałem już z czołgami na tym odcinku.
W przeddzień kapitulacji otrzymałem rozkaz udania się z czołgami
na odcinek por. Jelenia (z 40 pp)
76
, celem przygotowania ewentualnego przeciwuderzenia, ponieważ pozycje te były zagrożone poważnie.
W nocy ściągnięto tu również kompanię TK z kpt. Brażukiem. Ale
z powodu kapitulacji udziału w akcji już nie brałem.
C. Zakończenie walki.
O godzinie 12.15 dnia 28 IX otrzymaliśmy telefonogram „o godzinie 12.00 przerwać działania wojenne”. W momencie tym miałem
pod swoim dowództwem 6 czołgów z pełną załogą. Kpt. Grąbczewski
znajdował się przy ppłk. Okulickim. Por. Kraskowski przy rzucie go-
73
Natarcie zgrupowania ppłk. dypl. L. Okulickiego miało miejsce 18 września
74
Chodzi o 4 batalion 360 pp mjr. S. Piękosia.
75
Mjr F. Mazurkiewicz był dowódcą I batalionu 360 pp.
76
Por. Jan Jeleń był dowódcą 5 kompanii 40 pp.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
262
spodarczym w Pałacu Rady Ministrów. Był początkowo projekt przebicia się załogi Warszawy pod dowództwem gen. Abrahama do granicy
węgierskiej, lecz nie doszedł on do skutku. W myśl umowy kapitulacyjnej Warszawa miała być stopniowo obejmowana przez Niemców.
Broń miała być złożona we wskazanych miejscach. Zdaliśmy 3 czoł-
gi 7TP i parę pistoletów. Reszta została albo ukryta, albo zniszczona.
Oficerowie mieli rozkaz odprowadzenia oddziałów do niewoli. Gdy
powiedziałem kpt. Grąbczewskiemu, że chcę zostać w Warszawie, ten
mi odpowiedział, żebym robił jak chcę, ale jest rozkaz, że kto odejdzie
od oddziałów – nie pójdzie do niewoli, będzie uważany za dezertera.
Przy tym powiedział mi również, że w umowie kapitulacyjnej jest zastrzeżone, że wszyscy zostaną zwolnieni. Wobec tego udałem się razem
z oddziałem do niewoli. Opuściliśmy Warszawę 30 IX w nocy. Niemcy
dotrzymali umowy w stosunku do szeregowych, których zwolnili; oficerów zatrzymali.
[Część] III. Uwagi końcowe
1. Mobilizacja w Warszawie, mimo silnych nalotów nieprzyjaciela,
przebiegała planowo. Jedynie wysyłanie oddziałów do miejsc przeznaczenia natrafiało na trudności. Gdy byłem przez 24 godziny oficerem
łącznikowym na Warszawa Główna Towarowa widziałem, jak wielkie
były trudności z dostarczaniem taboru na czas; często zdarzało się, że
składy transportów były wręcz nie do użytku. Na przykład dla samochodów ciężarowych podstawiono stare węglarki ze spróchniałą podłogą.
2. V kolumna w Warszawie prowadziła b. ożywioną działalność.
Charakterystycznym jest fakt, który znam z opowiadań znajomej, zatrudnionej wówczas w Miejskich Zakładach Aprowizacyjnych. Otóż
składy żywności były porobione w kinach. W jednym z nalotów lotnicy specjalnie polowali na kina i prawie wszystkie składy zostały zniszczone. Bardzo dużo było w Warszawie wywiadowców niemieckich,
którzy podawali dane, lub nawet prowadzili ogień.
3. Łączność telefoniczna nie stała na wysokim poziomie. Do pewnego czasu niektóre oddziały i obiekty korzystały z sieci stałej telefonów warszawskich. Te funkcjonowały dobrze. Natomiast polowe na Relacje o działaniach czołgów 7tP...
263
skutek nalotów i silnego ognia artyleryjskiego były stale uszkodzone.
Najpewniejszym środkiem łączności był goniec.
4. Zaopatrzenie do czasu gdy były zapasy w magazynach funkcjonowało dobrze. Żołnierz dostawał strawę na czas, silniki miały zawsze, pełne baki, amunicja była (do czasu odcięcia od Palmir). Później
w miarę wyczerpywania zapasów coraz to bardziej się psuło.
5. Żołnierz, który był w oddziale był zdyscyplinowany, karny,
z dużym zapałem do pracy. W przeciwieństwie do maruderów, których
pełno było w Warszawie i którzy kradli i rabowali co się dało. Duch
żołnierza walczącego był wspaniały, jak również i ludności cywilnej,
która wszystko robiła, aby wojsku pomóc. Po kapitulacji zdarzały się
bardzo przykre sceny, gdy kobiety wymyślały oficerom, że sprzedali Warszawę, itp. Dowodem tego dobrego ducha żołnierza jest to, że
gen. Rómmel, jako najwyższy dowódca w kraju, nadał cały szereg odznaczeń za obronę Warszawy, tak wojsku, jak i ludności cywilnej. Oddział nasz, który w chwili kapitulacji liczył 6 czołgów plus rzut gospodarczy, dostał 2 krzyże VM i 10 KW, nie licząc kpt. Grąbczewskiego
i plut. pchor. Krachelskiego Macieja, którzy zostali odznaczeni imiennie krzyżami VM V klasy.
Oryginał, rękopis,
IPMS, sygn. B.I.95/f.
11
[czerwiec 1944, Murnau – Niemcy]. Relacja por. Straży Granicznej Stanisława Stopy o przebiegu wypadu na Wawrzyszew w nocy
z 10 na 11 września 1939 r. i udziale w nim czołgów 7TP
77
Podstawa do złożenia relacji: Osobisty ochotniczy udział w O.R.
[Oddziale Rozpoznawczym] i obecność na odprawie dowódcy O.R.
przez gen. Czumę.
77
Relacja znajdująca się w CAW oparta jest na szerszej relacji tego samego oficera,
zachowanej w zbiorach IPMS (sygn. B.I.93/b) napisanej w Murnau z datą 15 czerwca
1944 r.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
264
Od 3 IX 39 pracowałem w oddziale operacyjnym sztabu Obrony
Warszawy i w związku z tym znam genezę decyzji.
Decyzja wysłania O.R. została powzięta w dniu 11 IX
78
we wczesnych godzinach porannych na skutek następujących wiadomości:
Jakieś oddziały czołgów i piechoty zmotoryzowanej nieprzyjaciela
debuszują teren na płn. od szosy Warszawa – Błonie dochodząc niewielkimi grupami czołgów do puszczy Kampinoskiej (płd.-wsch. skraje), a nawet do komunikacji na Palmiry zagrażając tym samym dowóz
amunicji artyleryjskiej ze składów palmirskich.
Ponadto napłynęły wiadomości agencyjne o aktach dywersji, jakich
dopuścili się koloniści niemieccy z kolonii przy Osiedlu Łączności Babice, którzy wymordowali między innymi większą grupę oficerów WP
zmierzających do Warszawy.
Zamiarem Dowódcy Obrony Warszawy było przepędzić swobodnie i bez przeszkody działające drobne grupy czołgów niemieckich od
komunikacji na Palmiry oraz sprawdzić otrzymane wiadomości agencyjne.
Odprawę dowódcy O.R. i dowódcy kompanii czołgów przeprowadził około godz. 10.00 osobiście gen. Czuma w towarzyszeniu szefa
sztabu Obrony Warszawy płk. dypl. Tomaszewskiego.
Skład O.R.
dowódca Oddziału Rozpoznawczego kpt. Chodkowski Witold
79
kompania strzelecka à 3 plutony na samochodach
pluton ckm à 3 ckm —” —”
pluton armat ppanc à 3 armaty zmotoryzowane
kompania czołgów 7TP à 15 czołgów – dowódca kompanii kpt.
Grąbczewski
80
(Do O.R. dołączyłem ochotniczo z funkcją oficera łącznikowego ze
sztabu Obrony Warszawy)
78
Błędna data. Faktycznie było to 10 września.
79
W relacji błędny zapis nazwiska. Chodzi o kpt. W. Chotkowskiego.
80
Autorzy dwóch wcześniej opublikowanych relacji, kpt. Michałkowski i por.
Sempoliński, twierdzą, że w akcji uczestniczyły dwie kompanie czołgów 7TP – kpt.
Grąbczewskiego i kpt. Michałkowskiego.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
265
Wyposażenie w amunicję: 4 jednostki ognia
„ w żywność: 1 dzienna porcja sucha plus porcja K.
Zadanie
Rozpoznać w pasie między Puszczą Kampinoską a szosą Warszawa
– Błonie. Granica zach. rozpoznania m. Roztoka – Zaborów – Błonie.
Główna oś rozpoznania: Marymont – Wawrzyszew – Sieraków –
Truskawka (płn. skraj lasów kampinoskich) – Leszno – Zaborów – Babice Stare – Marymont. (Długość trasy około 75 km).
Napotkane drobne grupy czołgów i strzelców zmotoryzowanych
zwalczać.
(Zadanie poufne) przeprowadzić pacyfikację kolonii niemieckiej
koło Babic po wykonaniu zadania głównego.
Przebieg działania
Z powodu trudności organizacyjnych O.R. wyruszył dopiero
o zmroku wieczornym. Szczegółowego przebiegu nie znam, gdyż wyjechałem wcześniej do dowódcy odcinka obronnego „Marymont” celem przygotowania przejścia przez przeszkody ppanc oraz ustalenia
znaków porozumiewawczych.
Dowódca Marymontu kpt. Rożnowski
81
wskazuje pola minowe,
wydaje rozkaz do zrobienia przejścia przez przeszkody ppanc i podaje
ostatnie wiadomości z przedpola: Rzeczywiście w odległości 1 km od
pozycji zaobserwowano kilkakrotnie w ciągu dnia niewielkie grupy
czołgów niemieckich po 5–15 sztuk – prawdopodobnie były to elementy 3 Dywizji Pancernej
82
, która uderzyła na Wolę, a teraz zaczęła
akcję opływową i rozpoznawczą wokół całej Warszawy zachodniej.
Ugrupowanie marszowe:
Szpica: pluton czołgów 7TP
(za szpicą dowódca O.R. i dowódca kompanii czołgów na moto-
[cyklu], moje miejsce przy dowódcy O.R. na motocyklu).
81
Kpt. Bohdan Rożnowski był dowódcą 4 batalionu 30 pp i pododcinka Marymont.
82
Faktycznie była to 4 Dywizja Pancerna.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
266
Kompania strzelców na samochodach plutonami, każdy pluton
z 1 ckm i armatą ppanc
Kompania czołgów bez 1 plutonu.
Odległości skrócone do granic widoczności.
Warunki atmosferyczne w chwili wyruszenia: Zmrok wieczorny, odległość widzenia sylwetek do 100 m. Niebo częściowo zachmurzone.
Spotkanie z nieprzyjacielem.
Po minięciu m. Wawrzyszew cmentarz szpica najeżdża na oddział
czołgów niemieckich. Niemcy strzelają amunicją smugową i oświetlają drogę rakietami. Plutony piechoty wyładowują się z samochodów
i lokują po obu stronach szosy na wysokości wschodniego skraju
cmentarza.
Wspólnie z kpt. Chodkowskim podbiegamy do przodu i jestem
świadkiem jego śmierci.
Kpt. Chodkowski wpada niemal na czołg niemiecki (ciemno!) i ginie na miejscu.
W chwilę po tym czołg niemiecki zostaje rozwalony pociskiem
ppanc 37 mm z czołgu polskiego.
W międzyczasie pozostałe 2 plutony czołgów wchodzą do akcji.
Wywiązuje się typowa bitwa czołgów. Czołgi najeżdżają niemal na siebie.
Od czoła oprócz ognia z czołgów, ogień piechoty. Chaotyczna
strzelanina. Słychać krzyki oraz widać podbiegające sylwetki. Wracam
do kompanii strzelców i podrywam ją do szturmu. Jednym skokiem
osiągamy przeciwległy skraj cmentarza. Nieprzyjaciel wycofuje się zostawiając 4 czołgi 18-tonowe rozbite, 3 samochody transportowe, kilkudziesięciu wziętych uprzednio do niewoli żołnierzy WP z oficerami
oraz szereg powywracanych wozów taborowych z amunicją i bronią.
Własne straty: dowódca O.R. zabity, 2 żołnierzy lekko rannych
oraz kilku spośród odbitych z niewoli pokłutych bagnetami, co stało
się w czasie szturmu w ciemności, gdy Niemcy odskoczyli zostawiając
na międzypolu naszych żołnierzy.
Jak się okazało kompania 18-tonowych czołgów niemieckich z jakimś oddziałem strzelców zmotoryzowanych opadły i rozbiły wycofu-Relacje o działaniach czołgów 7tP...
267
jącą się na Warszawę kolumnę amunicyjną z dość znacznym transportem nowych ckmów i amunicji.
Po boju dowództwo nad całością obejmuje kpt. Grąbczewski, mnie
powierza dowództwo kompanii strzeleckiej.
Zaczynam od uporządkowania kompanii. Duże trudności! Ciemno!
Nie znam ani dowódców plutonów, ani dowódców drużyn. (Z kompanią tą po raz pierwszy zetknąłem się o zmroku na Marymoncie).
Żołnierze zdenerwowani wołają „gdzie są oficerowie?” Oficerowie
są między nimi, lecz z powodu ciemności ich nie widać. Obchodzę poszczególne grupy i po pewnym czasie udaje mi się nawiązać styczność
osobistą z dowódcami i uspokoić i uporządkować plutony i drużyny.
Wystawiam ubezpieczenie bezpośrednie i wysyłam patrol z zadaniem rozpoznania na m. Gać. Patrol wychodzi, ale zadania nie spełnia.
Wraca po pewnym czasie nie osiągnąwszy celu.
Decyduję się sam wbrew zasadom dowodzenia poprowadzić patrol
rozpoznawczy. Chcę wiedzieć czy m. Gać, która leży na trasie naszego
dalszego marszu jest wolna, czy też obsadzona przez nieprzyjaciela.
Wraz z kilku żołnierzami podchodzę na bezpośrednią odległość
i z bliska otwieramy prowokacyjny ogień. M. Gać odpowiada gwałtownym ogniem kilku kmów i licznych kb oraz oświetlaniem przedpola.
A więc w m. Gać siedzą Niemcy! Wracamy.
W międzyczasie kpt. Grąbczewski rozsyła swoje plutony czołgów
1) na m. Gać, 2) na m. Placówka i 3) na m. Wawrzyszew Nowy.
M. Gać i Placówka odpowiadają ogniem i oświetlaniem przedpola.
W Wawrzyszewie Nowym cisza!
Kpt. Grąbczewski, wobec obsadzenia m. Gać przez Niemców decyduje się wrócić do Warszawy i wyjść na przedpole inną drogą. Chce
jednak zabrać ze sobą odbitą amunicję i broń, której brak w Warszawie. Rozpoczyna się uciążliwa i długotrwała czynność ładowania zdobycznych samochodów.
Ładowanie przeciąga się zbyt długo. Dochodzi północ. Zdenerwowanie żołnierzy rośnie.
Ponaglam kpt. Grąbczewskiego do wyruszenia wprzód lub w tył,
byle nie pozostawać na miejscu.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
268
Za późno! Nagle z kierunku Wawrzyszew Nowy najeżdża grupa
czołgów niemieckich i z bliska otwiera gwałtowny ogień. Zaskoczenie!
Z tego kierunku spodziewaliśmy się powrotu własnych czołgów i warkot silników nie niepokoił nas do ostatniej chwili.
W oddziałach strzeleckich panika i ucieczka. W przeciągu kilkunastu sekund odjeżdżają wszystkie samochody. Za późno na jakąkolwiek
interwencję! Kpt. Grąbczewski jedzie na motocyklu ratować sytuację
na przejściu Marymont.
Zostaję na cmentarzu sam z 1 armatą ppanc z bezpośrednią obsługą. Ciągnik odjechał!
Daję rozkaz do otwarcia ognia z armaty w kierunku na błyski
z czołgów niemieckich. Odnosi to nieoczekiwany skutek! Czołgi niemieckie odjeżdżają.
Własne czołgi wracają z zadania. Kieruję je na Marymont, do ostatniego przyczepiamy armatę ppanc i na czołgach wracamy do Warszawy.
W międzyczasie kpt. Grąbczewski z posterunku bojowego kpt. Roż-
nowskiego melduje telefonicznie Dowódcy Obrony Warszawy
o przebiegu zdarzeń. Gen. Czuma rozkazuje przerwać wykonywanie
dalszego zadania. Nie chce puścić jedynej kompanii czołgów jaką dysponuje na niepewne losy dalekiego rajdu.
Mamy wrócić na stanowiska pogotowia. Okazuje się jednak, że nie
ma zdobycznego samochodu z ciałem kpt. Chodkowskiego. Konsternacja i po chwilowej naradzie decyzja: Z powrotem na Wawrzyszew!
Na pobojowisku cisza. Zabieramy wszystkie samochody z bronią
i amunicją, samochód z ciałem kpt. Chodkowskiego, a nawet kpt.
Grąbczewski przeciąga 3 czołgi rozbite niemieckie do Warszawy (co
kosztowało go przetarcie własnych rolek).
Na stanowisku pogotowia w Warszawie jesteśmy o brzasku porannym.
Uwagi. Oddział strzelecki dorywczo zorganizowany nie nadawał się
do działania nocnego. Żołnierze nie znają swoich dowódców, dowódcy swoich żołnierzy. W tych warunkach dowodzenie w ciemnościach
bardzo trudne. Kpt. Chodkowski obejmuje kompanię na kilka godzin
przed wyruszeniem, zdołał jednak już w tak krótkim czasie zdobyć serca
żołnierzy, którzy wyrażają głośny żal, że „zginął tak morowy chłop”.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
269
Postawa kompanii czołgów – oficerów i szeregowych – wspaniała.
Rwą się do boju. Okazuje się, że dają sobie doskonale radę w walce,
dowód 4 czołgi niemieckie rozbite i to czołgi o znacznie przewyższają-
cym tonażu. W czołgach polskich tylko jeden narożnik zerwany pociskiem. Wszystkie czołgi zdatne do dalszego boju.
Czołgiści twierdzą, że celny ogień był możliwy ze względu na amunicję smugową niemiecką. To ułatwiło im celowanie.

Oryginał, rękopis
CAW, sygn. II.3.22
12
[marzec 1944 r.] Relacja nieznanego dowódcy plutonu 3 kompanii
1 batalionu czołgów lekkich dotycząca natarcia na Pasieki w dniu
18 września 1939 r.
83
BÓJ KOMPANII I BATALIONU CZOŁGÓW LEKKICH POD
TOMASZOWEM LUBELSKIM
Przed nami o 300 m kępa drzew, dalej pole, a o 1500 m jakaś wieś
84
.
W tę kępę drzew nakazuje mi dowódca wprowadzić mój pluton, również wjeżdżają tam TKS-y
85
. Kryję swe wozy w szyku rozwiniętym
i nakazuję obserwację, potem wracam do dowódcy kompanii. Piechota dochodzi na szczyt wzgórza i rozwija się. Zaczynają padać z rzadka
granaty niemieckiej artylerii; ten nieobserwowany ogień nie wytrąca
nas z równowagi. Czekamy. Dopiero rozkaz dowódcy brygady
86
do na-
83
W boju tym czołgi 1 batalionu czołgów lekkich (22 wozy) pod dowództwem
kpt. Stefana Kossobudzkiego wspierały natarcie pułku strzelców pieszych Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej na oddziały 4 Dywizji Lekkiej broniące Tomaszowa Lubelskiego.
84
Prawdopodobnie Pasieki.
85
Czołgi te (łącznie ok. 15) to wozy należące do 11 dywizjonu pancernego oraz
połączonych 61 i 62 kompanii czołgów rozpoznawczych.
86
Chodzi o dowódcę Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej płk. dypl. Stefana Roweckiego.Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
270
tarcia porywa wszystkich na nogi. Krótko mówi mi dowódca
87
: „wprowadzi pan razem z TKS-ami piechotę do tej wsi – już! Ja za panem
z resztą wozów w odległości 400 m, jako drugi rzut”. Nie czasu na odprawy [z] 3 dowódcami czołgów –musieli nas wymacać, bo cały lasek
pełen trzasków i świstów, gałęzie sypią się, artyleria bije jednak za daleko. Zdążyłem skoczyć do dowódców półplutonów, przychyliłem się
pod niżej lecącą serią z ckm i dotarłem do mego czołgu. Na przedpolu
posuwała się nasza piechota.
W ślad za wyjeżdżającymi TKS-ami ruszam i ja z mym plutonem.
Widzę przez peryskop skraj wsi
88
i wykrywam 2 stanowiska ckm.
Przede mną rwą TKS-y. Piechota, wsparta naszą obecnością, biegnie
z bagnetem na broni, słabnie ogień niemiecki: za nami majestatycznie
kolebie się reszta naszych czołgów. Dojeżdżamy już do wsi, zadyszana
piechota nie nadąża; nie widzę nieprzyjaciela, otwieram klapę i wyglądam. Nie ma ich! Coś zgrzyta pod moją gąsienicą – to porzucony
ckm. Przechodzę przez wieś, zwalniam, wywieszam chorągiewki na
kolumnę półplutonową. Widzę jeden z mych czołgów znikający w zagrodzie chłopskiej – chwila wyczekiwania i nagle pobliska stodoła zaczyna gwałtownie dygotać, wrota jej wydymają się, jak brzuch olbrzyma, i naraz budynek, wzdęty jak balon, rozlatuje się w kawałki, a ze
środka, z kopą siana na wieży, wyjeżdża mój czwarty czołg. Porządkuję pluton, dowódca kompanii nawołuje do pośpiechu. Jedziemy dalej
zagajnikiem i laskiem, piechota szybko dąży do przodu. Spostrzegam
czołg dowódcy drugiego plutonu ppor. T.
89
– spadająca klapa przycięła
biedakowi dłonie – polecamy go opiece sanitariuszy i jedziemy dalej,
bowiem przed nami zaczyna dziać się coś niedobrego.
Czołgi dwóch plutonów pomieszały się, zresztą w tym terenie
utrzymanie szyku nie jest rzeczą łatwą.
Czołg dowódcy kompanii robi gwałtowny skręt i gubi gąsienicę –
ani chwili czasu do stracenia – dowódca przesiada się do mnie, ja zaś
zajmuję stanowisko strzelca. Dłonie na pokrętłach, oczy przy peryskopie, lufy stale wzdłuż dróżki, którą posuwamy się w kierunku nieprzy-
87
Kpt. S. Kossobudzki.
88
Pasieki.
89
Prawdopodobnie chodzi o ppor. rez. Zygmunta Trzepałko.Relacje o działaniach czołgów 7tP...
271
jaciela. Reszta wozów spieszy po obu jej stronach na przełaj. Mijamy
kołyszący się bezradnie, podwieszony na wykręcie TKS – wyratuje go
ciągnik. Dojeżdżamy do skraju lasku, silny ogień nieprzyjaciela, ale
broni nie widać.
Meldunek z pierwszych rzutów piechoty stwierdza obecność czoł-
gów niemieckich po drugiej stronie dużej polany, w zaroślach.
„Kapral W. z 4 czołgami uderzy na nieprzyjaciela tam, w tych zaro-
ślach!” brzmiał rozkaz dowódcy. Pięć czołgów najbliższych runęło do
przodu – kurz, szereg krótkich zdyszanych strzałów z armatek, błyski,
potem cisza i przez peryskop widzę dym, kłęby dymu w całym polu
widzenia. Wychylam się za dowódcą, widzę biegających między naszymi czołgami ludzi, wokół nas raz po raz rozrywają się granaty polówek
niemieckich. Dziwne to zamieszanie nagle wyjaśnia się – dym wydobywa się z naszych trafionych czołgów, które stoją, a ludzie biegną na
pomoc załogom.
Wiemy już co się stało: mylny meldunek piechoty spowodował
uderzenie plutonem czołgów na 4 działka przeciwpancerne. Obsługi
podpuściły czołgi blisko, by mieć tym pewniejszy strzał, lecz następnie nerwowo nie wytrzymały, porzucając działka i ratując się ucieczką.
Rezultat, mimo zdobycia 4 dział ppanc kosztem 3 czołgów, jest dla nas
niekorzystny. Uderzyliśmy zbyt małą ilością czołgów wobec mylnego
rozpoznania.
Dowódca kompanii wysuwa się z drugim czołgiem na przeciwległy
skraj lasu. Widok stąd daleki – pola, dalej szosa na szosą przedmieścia
Tomaszowa Lubelskiego. Mam ubezpieczać z tej strony! Na szosie duży
ruch samochodowy. Kilkanaście strzałów z armatki, pomimo odległo-
ści około 3000 m spowodowało zatrzymanie jednego wozu i zatarasowanie drogi. Ogień 2 naszych ckm skoncentrowany na przeszkodę,
musiał jednak podziałać na nerwy Niemcom, gromadzącym się koło
uszkodzonego wozu – po chwili nie było tam nikogo.
Zacząłem obserwować przedpole i zainteresowało mnie zdobyte
działko ppanc, stojące na kartoflisku o 200 m od nas. Odniosłem wra-
żenie, że coś się tam ruszyło – spojrzałem przez lornetę i aż mnie poderwało: do działka podczołgiwało się 2 Niemców – wyraźnie odcinały
się wśród łętów kartofli czubki ich hełmów. Nie bawiłem się w anali-Rocznik ARchiwAlno-histoRyczny cAw
272
zowanie ich zamiarów, tym bardziej że jeden począł niknąć za osłoną.
„Celownik 200, przed nami działko, cel lewy skraj osłony, ckm długa
seria, ognia!” – krzyknąłem w ucho kiwającemu się sennie strzelcowi.
Zakurzyło się, zakotłowało i umilkło. Posłany później patrol znalazł
ich: było to 2 Austriaków90
, katolików, jak od razu podawali, jeden miał
przestrzeloną rękę, drugi pięciokrotnie mięśnie w nodze – więcej mieli
stracha niż szkody, osłoniły ich bruzdy. Zostali opatrzeni i przesłuchani. Po tym incydencie piechota przeszukała przedpole, ja zaś rozejrzałem się wreszcie. Na równej wysokości ze mną, na przeciwległym
skraju polany stały 3 opancerzone działka, dalej samochody, piękne
terenowe Kruppy z jaszczami.
Na środku polany 3 nasze czołgi trafione po 2 razy. W płytach taranowych i wieżach przestrzeliny. Potrzaskane zegary wisiały na kawałkach kabli, zapach spalenizny, parę nieruchomych ciał naszych kolegów, jak ich śmierć zaskoczyła, na fotelikach strzelców i siodełkach
dowódców. Paru wyciągnięto – jeden zda się spał spokojnie, twarz
drugiego wyrażała ból i przestrach, 3 ciężko rannych było na punkcie
opatrunkowym. Na trawie duże brunatne plamy krwi. Czołg kaprala
M. został trafiony pod jarzmo broni – pocisk przebił pancerz ale nie
wybuchnął, czołg nacierał dalej. Drugi pocisk trafił go w skraj wieży,
wyłupał otworek i zapalił umieszczone tam od wewnątrz 4 naboje do
działka. Skończyło się na lekkim poranieniu załogi odłamkami pancerza i oparzenia. Ta załoga wyszła na ogół cało, jeśli nie liczyć czołga
kaprala S., który w ogóle nie poniósł szwanku.
Około godz. 16 dowódca kompanii nakazał mi wprowadzenie
3 czołgami piechoty do Tomaszowa, nim jednak rozkaz ten wykonałem,
nastąpiło wycofywanie się w kierunku zachodnim. Jechałem w ubezpieczeniu tylnym, ostrzeliwując się gęsto, pokazującym się od czasu do czasu w dali czołgom niemieckim. Niemcy nie zdradzali chęci gonienia nas,
my chcieliśmy oderwać się od nich i do zbliżenia nie doszło.
„Żołnierz Polski w II Wojnie Światowej” (d. „Żołnierz Polski w Kampanii Wrześniowej”), Nr 53, marzec 1944, s. 1–3.
90

ODPOWIEDZ

Wróć do „Kampania wrześniowa”