Moda

Polityka partii komunistycznej wiązała się z przeświadczeniem o potrzebie dynamicznej industrializacji kraju. To zaś nieuchronnie prowadziło do przemian społecznych, wywyższenia osób pracujących fizycznie, zmian w samej mentalności ludzkiej. System ten jednak obarczony był wadą, szybko okazało się, że prowadzi do częstych kryzysów i sprzeciwu społecznego.
Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Moda

Post autor: Artur Rogóż » 07 cze 2010, 05:12

Moda



atramentki - bardzo eleganckie krótkie spodenki gimnastyczne. Obowiązkowe na lekcjach WF popularnie nazywanej "gimną". Spodenki wykonane były z lichego materiału w kolorze granatowym od którego wzięły obiegową nazwę. W wersji dziewczęcej, nogawki zwieńczone były "gumą gaciową" która nadawała im ciekawy kształt średniowiecznych pantalonów. W wersji ekskluzywnej materiał był połyskliwy, podobny do tego jaki używano do wykonywania fartuchów sklepowych. Całość uzupełniały białe podkolanówki i (w zależności od okresu) pionierki, juniorki lub pepegi. Obserwując powracające trendy w modzie, można przypuszczać, że w nie długim czasie tak właśnie będzie ubierał się dzisiejszy "dresiarz".

ażurowa podkoszulka - noszona w upalne dni jako element ozdobny garderoby. Najczęściej na ramiączka, z wielkimi dziurami, jakby zrobiona z siatki na ryby. Na plażach często spotykało się osobników z wypalonym przez słońce, charakterystycznym wzorem szachownicy na torsie. Koszulka szczególnie lubiana przez wszelkiego rodzaju robotników, stosowana jako strój roboczy.

bananówa - bardzo charakterystyczna dla lat 70-tych sukienka do ziemi. Wykonana z podłużnych kawałków materiału, wykończona na dole falbaną. Najczęściej bardzo kolorowa, czasami z janes-u. Klasyczny wzór przewidywał łączenie dwu kolorów. Do "bananówy" bardzo pasował kapelusz z olbrzymim rondem, najlepiej wykonany z tego samego materiału co sukienka. "Bananówę" najczęściej wykonywało się domowym sposobem, z resztek zdobycznego materiału, w oparciu o szablony wycinane z "Burdy" .

beret - podstawowe nakrycie głowy stosowane przez klasę robotniczą. Występował tylko w jednym, czarnym kolorze. Spod beretu wystawały dwie tasiemki, których rola nie jest do końca jasna. Dla jednych był to element ozdobny, innym służył wyłącznie do pozycjonowania beretu na głowie. Beret zwieńczony był antenką, która zawsze budziła największe kontrowersje i stała się ostatecznie przyczyną zniknięcia beretu z krajobrazu naszych ulic i budów. Wraz z zamianą beretu na kask, runął w gruzach cały autorytet robotnika- fachowca. Robotnik pozbawiony bereta, ażurowej podkoszulki na ramiączka i drelichowych spodni ściągniętych sznurkiem, nie budził już zaufania.

buty z NRD - krajowy przemysł nie zapewniał odpowiedniej ilości butów dla swoich obywateli, a importerzy nie troszczyli się o słabiej uposażonych konsumentów. Jak wiadomo wprowadzenie kartek na buty nie rozwiązało nabrzmiałego problemu. Jeśli ktoś odczuwał silną potrzebę posiadania nowych butów, wybierał się na wycieczkę do NRD. Pantofle przywiezione z takiej wycieczki co prawda nie spełniały podstawowych wymogów obowiązującej mody, ale zaspokajały najbardziej podstawowe potrzeby. Jedynie skajowe kozaki dawały poczucie szyku i elegancji.

ciuchy - w Rembertowie pod Warszawą rozpoczęła się wielka kariera handlu używaną odzieżą. Na słynne "ciuchy" przyjeżdżała cała Warszawa i nie tylko. Było tam wszystko, od skarpetek i krawatów, aż po amerykańskie suknie balowe. Asortyment pochodził z tak zwanych "paczek" , czyli darów charytatywnych lub prywatnego importu organizowanego przez przedsiębiorcze rodziny zamieszkałe za granicą. Ubieranie się na "ciuchach" należało do szczytu elegancji i świadczyło o zamożności. Ceny używanej odzieży często były znacznie wyższe od cen nowych ubrań oferowanych przez państwowy przemysł lekki. Niestety w PDT nie było mowy o swetrze z moheru czy sztybletach. Na "ciuchy" należało wybrać się jak na polowanie, czyli skoro świt. Często przychodziło stoczyć heroiczną walkę z konkurentem do upatrzonego ciucha.

ćwieki, agrafki, inne żelastwo - przedziwna moda na wbijanie we wszystkie elementy odzieży metalowych ozdóbek. Najczęściej były to agrafki łatwe do nabycia w każdej pasmanterii. Bardziej wymagający musieli starać się o ćwieki, czyli metalowe "guzki". Im więcej się ich nabiło tym lepiej. Ideałem było by całkowite zasłonięcie ćwiekami materiału. Najczęściej ofiara ćwiekowania padały kurtki "moro" i inne jeanso-podobne. Następnie w szale twórczym zaczęto przybijać do odzieży łańcuchy, blachy, sprzączki od pasków a nawet kłódki. Aż żal było patrzeć jak ten i ów musiał na wątłych nóżkach, odzianych w naćwiekowane "rurki" dźwigać ten cały majdan. W okresie stanu wojennego, nosiło się wpięte w klapę oporniki. To jednak było coś więcej niż zwykła ozdoba.

czeszki - Białe buty z Czechosłowacji z płótna, podeszwa gumowa, boki łączone grubą białą gumką a z boczku mały kolorowy kawałek materiału - biało-czerwono-niebieski. Moje odwieczne marzenie, niestety, nie do zdobycia . /defric/

dzwony - to powracający dziś symbol mody lat 70-tych. Były to obcisłe do bólu spodnie (kupowało się specjalnie za małe, następnie wciskało się je na mokro w wannie i pozostawiało do wyschnięcia na ciele), z bardzo mocno rozszerzanymi od kolan nogawkami w kształcie dzwonu. Spod nogawki pod żadnym pozorem nie mogły wystawać buty (najczęściej "koturny"). Dopuszczalne było wszywanie w dolną część nogawki, szerokich klinów. Dla podniesienia efektu, w tylniej kieszeni spodni można było umieścić grzebień, im większy tym lepiej. "Dzwony" były obowiązkowym elementem ubioru, całej naszej czołówki estradowej. Jednak największy wkład w lansowanie tej mody miał Jerzy Połomski (wierny jej do dziś) .

ekspedientka sklepowa - ta funkcja podlegała specjalnym rygorom mody branżowej. Rozróżniamy kilka kanonów ubioru dla tej grupy pracowniczej. Ekspedientka z mięsnego i garmażerni - biały fartuch z nieregularnie rozłożonymi wzorami z krwawej posoki, przeplatanymi plamami tłuszczu wykonanymi za pomocą smalcu ciętego z bloku. Gdzie niegdzie resztki salcesonu brunszwickiego, ewentualnie kaszanki. Na głowie "tapir" wysokości 25 -70 cm uwieńczony schludnym diademem z krochmalonej koronki. Wspomniana ozdoba do "tapira" obowiązywała w całym segmencie spożywczym i przybierała różne formy. Masarz sklepowy - człowiek z gigantycznym toporem, odziany w fartuch pokryty grubą warstwą krwawej posoki, z licznymi prześwitującymi białymi miejscami, zdradzającymi oryginalny kolor fartucha. Spodnie w podobnym odcieniu. Na głowie biała furażerka. Na nogach chodaki lub czarne pantofle. Ekspedientka z warzywniaka - szary fartuch zakładany na sweter, latem na gołe ciało. Zimą dodatkowo granatowy bezrękawnik (kufajka) pikowany na watolinie. Na prawej dłoni wełniana rękawiczka bez palców. Na nogach podkolanówki na żylaki i sznurowane tekstylne buty ortopedyczne typu sandały. Włosy swobodnie rozrzucone, spocone. Ekspedientka ze sklepu przemysłowego - błyszczący granatowy lub czarny fartuch z białym kołnierzykiem, przepasany paskiem. Na głowie tapir lub treska spięta w kok. Biała ozdoba typu "diadem" na głowie nie była obowiązkowa, choć chętnie używana. Makijaż wyzywający, z dużą ilością tuszu do oczu.

farbowane podkoszulki w koła - to odpowiedź na monotonię i szarzyznę oferowaną przez handel . Ten efektowny ubiór wykonywało się samemu w domu. Należało za pomocą kilku gumek recepturek pozaciskać zwykłą białą podkoszulkę. Następnie całość wkładało się do gara z farbką. Potem już tylko płukanie w occie dla utrwalenia koloru i gotowe. Miejsca zaciśnięte gumkami nie przyjmowały farby, tworząc jaśniejsze koła. Najlepszy efekt uzyskiwało się przez zaciśnięcie kilku gumek, na zebranym w "ogon" froncie koszulki. W ten sposób uzyskiwaliśmy kilka kół, jedno w drugim.

fartuszki szkolne (mundurki) - w czasach kiedy nauczyciele w szkołach mieli władzę absolutną, a uczniowie odpowiadając na ich pytania przyjmowali pozycje "baczność", istniał powszechny obowiązek noszenia fartuszków szkolnych. Pojawienie się w szkole w ubraniu cywilnym, było równoznaczne z odesłaniem ucznia do domu ze stosowną uwagą w dzienniczku. Początkowo fartuszki szyte były z czarnego materiału typu "podszewka". W późniejszym okresie, wraz z upowszechnieniem materiałów z włókien syntetycznych, pojawiły się mundurki "nonajron" w kolorach granatowych, czasami bordowych lub ciemno zielonych. Mundurek chłopięcy miał krój podobny do kurtki "pilotki" z dwoma kieszonkami na piersi. Dziewczęcy był dłuższy, ściągnięty w pasie paskiem z tego samego materiału. Istniały jeszcze tzw. "krzyżaczki" czyli fartuszki na ramiączka krzyżowane na plecach. Wszystkie miały jeden wspólny element: biały kołnierzyk przypinany na guziczki. No i oczywiście tarcza szkolna na rękawie. Noszenie fartuszków było upokarzające i "obciachowe". Po wyjściu ze szkoły fartuszek natychmiast wędrował do tornistra. Pojawienie się w mundurku szkolnym na podwórku było dalece niestosowne i wywoływało uzasadnione drwiny kolegów.

Folklory - były to strasznie obciachowe spodnie w pionowe pasy w brudnych odcieniach takich kolorów jak fiolet, czerwień, brąz, szary. Folklory były niezwykle modne w drugiej połowie lat 80-tych wśród młodzieży o mniej wyrafinowanym guście. Występowały w różnych wersjach materiałowych od grubych zimowych do cienkich letnich.

fryzury - "tapir" to element sztuki fryzjerskiej, który najbardziej kojarzy mi się z PRL-em. Tapir wykonywało się przez elektryzowanie włosów grzebieniem, przez co uzyskiwało się efekt typu "narzeczona Frankensteina" lub "wodogłowie" . Po osiągnięciu zadowalającego nastroszenia włosów, fryzurę utrwalało się lakierem rozpylanym za pomocą specjalnego szklanego rozpylacza z gumową gruszką. Fryzura szczególnie cenione przez ekspedientki sklepowe. Tapira wspomagano stosując "trwałą ondulację". Podstawowym specyfikiem do rozjaśniania włosów , była woda utleniona. Do pielęgnacji włosów używano również piwa, które zawsze stało w salonach fryzjerskich. Popularne były też wszelkie przypinane treski, koczki i peruki. Zawsze chodziło o uzyskanie jak największej objętości (wysokości) głowy. Fryzury lekko podniszczone ukrywało się pod wysokimi czapkami z misia lub filcu (z daszkiem), których nie zdejmowało się pod żadnym pozorem. Czapkę dobrze było wypchać gazetami by nadać jej odpowiednią wypukłość. Panowie mieli zdecydowanie mniej problemów. Wystarczyło przez dłuższy czas nie chodzić do fryzjera, nie myć zbyt często głowy i zapuścić bokobrody (pekaesy), by spełniać standardy obowiązującej mody (patrz reprezentacja Górskiego).

getry - w okresie fascynacji aerobikiem, zakładane masowo przez wszelkie artystki estradowe, noszone również chętnie na ulicy przez bardziej odważne dziewczyny czyli tzw. "nowoczesną młodzież". Getry wykonywało się z rękawów obciętych ze swetra. Z pozostałości można było wykonać tzw. "komin" czyli bardzo modne nakrycie głowy.

gumo filce - strategiczne obuwie zaprojektowane dla polskiego rolnika. Filcowy kapeć do kolan, zalany w 3/4 gumą. Wykazywał doskonałe parametry termiczne. Noszony chętnie przez cały rok, nawet w największe lipcowe upały, w komplecie z podkoszulką na ramiączka .

japonki - bardzo modne i popularne klapki plażowe. Wykonane z gumy. Na nodze utrzymywały się do momentu wyrwania z podeszwy gumowego paska, który na ogół nie wytrzymywał dłużej niż miesiąc. Chodzenie w japonkach wymagało pewnej wprawy. Rany na stopach spowodowane noszeniem japonek goiły się źle, co zmuszało do okresowej zmiany obuwia. Pierwszy pęcherz pojawiał się zawsze u nasady wielkiego palca, dalsze obtarcia powstawały na podbiciu, wzdłuż gumowych pasków.

juniorki - zalecane przez Ministerstwo Edukacji ortopedyczne obuwie szkolne. Noszone głównie przez kujonów i ofermy klasowe. Wyglądało się w nich jak po ciężkiej chorobie stawów skokowych z powikłaniami. Charakteryzowały się grubą płaską i bardzo sztywną podeszwą. Kompletnie nie nadawały się do biegania, a tym bardziej do gry w piłkę.

kangurki - kurtki z brezentu, sprzedawane w Składnicach Harcerskich. Wkładane przez głowę, sznurowane pod szyją. Nazwę wzięły od wielkiej kieszeni naszytej centralnie na brzuchu.

kapcie szkolne - zwane często "wywrotkami", to wykonane z materiału obowiązkowe obuwie szkolne. Handlowa nazwa to "ćwiczki dziecięce z obcinków". Kapcie przypominały nieco baletki, wykończone bardzo śliską, ceratową podeszwą. Dzięki poślizgowym walorom podeszwy, zyskały sobie miano "wywrotek". Materiał wierzchni to bardzo kolorowe płótno, najczęściej w kwiatuszki. Po kilku długich przerwach spędzonych w kapciach na boisku szkolnym, w ceracie przecierały się dziury i dalej chodziło się już tak jak na bosaka. Bez względu na stan techniczny kapci, trzeba je było obowiązkowo zabierać ze sobą do szkoły. Była to przepustka pozwalająca na opuszczenie szatni i udanie się na lekcje. Wejście na wypolerowane PCV w czymś innym niż kapcie czy Juniorki, wydawała się czymś niewiarygodnym, zasługującym na najsurowszą karę.

kapturek foliowy przeciwdeszczowy - bardzo estetyczny kawałek przeźroczystej folii, który przywiązywało się do głowy za pomocą dospawanych foliowych troczków. Był to podręczny ochraniacz przeciwdeszczowy na wymyślne tapiry i inne mozolnie wykonywane fryzury. Do kupienia w kioskach "Ruch-u" obok foliowych płaszczy. Pomimo symbolicznej ceny, nie był to wyrób jednorazowy. Przy odpowiedniej eksploatacji mógł służyć wiele sezonów.

komin - awangardowe nakrycie głowy wykonane najczęściej ze starego swetra, z którego wcześniej odcięło się rękawy na getry. /AniaBM/

koturny - buty charakteryzujące się bardzo wysoką podeszwą. Obowiązkowy dodatek do "dzwonów" czy "bananówek".

kozaki do kolan - w szczytowym okresie popularności spódniczek mini, zaczęły pojawiać się na naszych ulicach, bardzo wysokie kozaki. Wykonane ze sztucznych tworzyw nie były zbyt komfortowe na letnie upały, jednak wymogi ówczesnej mody były bezwzględne i nie czułe na cierpienia tysięcy kobiet.

mapnik i torba po masce p/gaz - jak tylko uczniowi podstawówki udało się przekonać rodziców, że chodzenie do szkoły z tornistrem jest upokarzające, szargające godność, ze wszech miar obciachowe, ogólnie nie estetyczne a przede wszystkim nie zdrowe, należało natychmiast zakrzątnąć się za jakąś alternatywną formą tornistra. Powinien on spełniać kilka warunków. Po pierwsze powinien być jak najmniejszy. Dojrzeliśmy już do tego by nie nosić ze sobą do szkoły całej zbędnej biblioteki i ton przyborów szkolno-kreślarskich. W zupełności wystarczy nam jeden zeszyt do gry w statki, i miejsce na drugie śniadanie. Po drugie powinien być unikalny, nie sprzedawany powszechnie w sklepach, najlepiej o innym przeznaczeniu. Po trzecie nie powinien w niczym kojarzyć się ze szkołą, a w szczególności z tornistrem. Wszelkie te warunki spełniały wojskowe mapniki i torby po maskach p/gaz. Były tak powszechnie używane, że musiało mieć to pośredni wpływ na gotowość obronną naszego kraju, zwłaszcza przy ataku chemicznym. Tym bardziej, że w owym czasie wędkarze masowo używali do brodzenia po wodzie elementów wojskowego zestawu OP-1. Gdyby moda posunęła się dalej , mogło by to spowodować całkowite rozbrojenie naszej armii.

marmurki -(spodnie) to określenie dla wyrobów dżinsowych spreparowanych w charakterystyczny sposób, nadający materiałowi marmurowy wzorek.

mawin - kupowanych na bazarze Różyckiego dżinsy z wyhaftowanym na tylnej kieszeni napisem \"Mawin\" -nadesłał /Maronn/

miś - sztuczne futerko z którego wykonywano paltociki dla dzieci i dziwaczne czapki. Na dziecku ubranym w "misia" często zaciskano skórzany pas dla lepszego przylegania garderoby.

moro - polowe kurtki wojskowe, które w niewiadomy sposób trafiały na ulicę z pilnie strzeżonych wojskowych magazynów. Dla uniknięcia kłopotów z WSW, należało wymienić oryginalne guziki z orzełkiem na jakieś inne. Moro było doskonałym podłożem dla wszelkiej twórczości plastycznej.

motylki - tak nazywano kiedyś klapki plażowe. Prawdziwe motylki to jednak wyłącznie te z gumowym krzyżakiem trzymającym stopę, na którym wytłoczony był wizerunek motyla.

nonajron - materiał z którego szyto męskie koszule. Koszule z nonajronu nie gniotły się co było przyczyną ich wielkiej popularności. Noszenie koszuli nonajron świadczyło o dobrym smaku i było eleganckie. Damskim odpowiednikiem tej popularnej tkaniny była kremplina z której wykonywano nie gniotliwe sukienki.

odry - popularna nazwa polskich dżinsów produkowanych przez szczecińskie zakłady "Odra". Podróba nie wyszła jednak zbyt udanie. Chodzenie w Odrach było obciachem. Nie chciały się wycierać (nawet pod pumeksem) i miały jakiś taki blady kolor. Na dżinsy mówiono też czasami "teksasy".

onuce - substytut skarpetek w Wojsku Polskim. Tradycja sięgająca czasów II Wojny Światowej. Poborowy pierwsze tygodnie służby poświęcał na naukę regulaminowego wiązania onuc. Flanela, z której wykonane były onuce, przybierała z czasem regulaminowy szary odcień, służący za wzorzec dla kucharzy przy sporządzaniu sojowej zupy zwanej "onucówką".

opalanie - szaleństwo które opętało cały naród. Opalano się masowo we wszystkich możliwych dostępnych miejscach. Na dachach bloków, boiskach szkolnych, podwórkowych skwerach, balkonach itp. Wyjazd na urlop udany był tylko wtedy, gdy przynajmniej raz zeszła nam skóra. Wiszące na plecach frędzle schodzącej skóry, były powodem do dumy. " - Szkoda że nie widziałeś mnie zanim trzeci raz zeszła mi skóra" chwalono się po udanym urlopie. Nagminnie porównywano między sobą natężenie opalenizny, rozróżniając przy okazji ich odcienie. Wprawne oko fachowca bez trudu odgadywało czy opalenizna pochodzi z nad morza, z gór, czy też może z dachu miejskiego wieżowca (resztki smoły na łopatkach). W ostateczności pozostawała "kwarcówka". Ta ostatnia była łatwa do zdemaskowania, gdyż pozostawiała ślady po ciemnych okularkach. Wszelkimi sposobami należało dążyć do ideału jakim był ciemny heban. Uciekano się czasem do niezbyt czystych chwytów jakimi były kąpiele w roztworze brązowej gencjany (czy jodyny), lub wywarze z łupin orzechów włoskich.

parmalatka - (szwedka) krótka kurtka do pasa, ze ściągaczami, wykonana z czegoś co przypominało foliowany papier. Na plecach nadruk. Do kupienia na bazarach i ciuchach.

parmelaty- określenie grupy ubranej po zachodniemu

pepegi i trampki - obuwie sportowe rodzimej produkcji. Produkowane przez zakłady "Stomil" specjalizujące się w produkcji opon samochodowych. Najłatwiej można je było nabyć w firmowym sklepie "Tramp" zlokalizowanym w wieżowcu, w okolicach placu Grzybowskiego. Trampki występowały w dwóch odmianach: półtrampki- z cholewką poniżej kostek i pełne trampki - z wysoką cholewką i charakterystycznym okrągłym, gumowym ochraniaczem na kostkę. Produkowane w trzech kolorach: czarnym, granatowym i białym. Białe były najbardziej poszukiwane. Były jeszcze trampkokorki, zawsze w czarnym kolorze. Wielu chodziło w trampkokorkach na co dzień, uzyskując po pewnym czasie całkowicie gładką podeszwę. Przed otwarciem "Trampa" zawsze ustawiała się długa kolejka amatorów trampek i kaloszy. Jeśli dopisało nam szczęście, mogliśmy trafić na dostawę chińskich trampek, które były prawdziwym rarytasem. Dużo mniejszą popularnością cieszyły się pepegi, noszone głównie przez dziewczyny. Do trampa nie należało zabierać rodziców gdyż zamiast w wymarzonych chińskich trampkach, mogliśmy do domu wrócić w Juniorkach. I jak wtedy pokazać się na podwórku?

pionierki - czasem zwane traktorami były wykorzystywane głównie w szeregach ZHP. Nazwę wzięły od bratniej ,radzieckiej organizacji harcerskiej - "Pionierów". Buty do kostki, skórzane, na podeszwie wyciętej z opony Kamaza lub przynajmniej na niej wzorowanej. Wyjątkowo sztywne, w razie skręcenia nogi mogły z powodzeniem zastępować łupki.

płaszcz ortalionowy - noszony masowo głównie przez eleganckich panów w latach 60-70. Płaszcz noszono niezależnie od pogody, z wielkim szykiem i gracją. Chcąc być w zgodzie z kanonami noszenia ortalionu, należało zapinać go pod szyję, związywać mocno w pasie ortalionowym paskiem, a na głowie nosić beret lub gustowny kapelusik. Dla pełnej elegancji należało się wyzbyć nawyku noszenia teczki pod pachą i zakupić parasol, który w razie deszczu chronił by cenny ortalion. W dni słoneczne dopuszczalne było rozpięcie płaszcza, pasek swobodnie mógł powiewać na wietrze. W ekstremalnych warunkach płaszcz można było złożyć w kostką i schować do specjalnie w tym celu noszonej teczki.

popersi - wybryk miejskiej subkultury, zrzeszający posiadaczy długich grzywek. Był to jedyny cel statutowy tej grupy młodzieży. Popers ubierał się schludnie i obowiązkowo nosił pumpy. Zbyt wąskie spodnie groziły przeszeregowaniem do panków lub hipów.

pumpy - tradycyjne umundurowanie "popersów". Szerokie spodnie, zwężające się dopiero przy kostce, wykonane najczęściej z jasnego dżinsu.

rajtuzki dziecięce - wyrafinowana metoda torturowania dzieci. Rajtuzki należało nosić do wszystkiego i w każdych okolicznościach, aż do uzyskania odpowiedniego wzrostu, dla którego przemysł nie produkował już rajtuzek. Był to dzień prawdziwego wyzwolenia. Odzież wysoce niewygodna i okrutnie gryząca, mimo to chyba najbardziej poszukiwana przez wszystkie mamy.

relax (kozaki) - zimowe buty, w kolorze srebrnym, robiły wrażenie nadmuchiwanych. Podobne do tych noszonych na "Seksmisji". W czasie większych mrozów pękały w nich podeszwy.

Rumuny - / nadesłał Ravik/ lata 80-te. Długie czarne, skórzane, sznurowane buty przedmiot pożądania subkulturowej młodzieży: punków, nowofalowców no a później skinów. Znacznie bardziej szpanerskie od glanów (traperek) dostępnych w sklepach a nawet od butów wojskowych (sznurowane i zapinane z boku na dwa paseczki). Nie można ich było kupić w sklepie. Były elementem garderoby robotników z dużych zakładów pracy (w Warszawie np w FSO), który otrzymywali jako odzież roboczą. Trzeba było jej jakoś załatwić. Swoje pierwsze rumuny kupiłem na bazarze Różyckiego w Warszawie a towarzyszyła temu taka atmosfera i procedura, która sugerowałaby raczej zakup kilograma haszyszu lub marihuany. Straciłem je na warszawskiej Starówce na rzecz bandy skinhedów pałających pożądaniem do mojego obuwia. Drugie załatwił mi kolega właśnie z FSO.

rurki - tak nazywano obcisłe spodnie. Nawet najbardziej wąskie rurki dawało się jeszcze zwęzić. Zakładanie rurek wymagało sporej gibkości ciała i ostrożności. Decydującym momentem było przeciśnięcie stóp przez koniec nogawek.

rzemyki - bardzo modny materiał do wykonywania wszelkich ozdób, wisiorków i bransoletek.

saszki - krótkie kozaczki z płótna lub zamszu, luźne w łydce i pomarszczone. Szał w połowie lat 80-tych

szariki - krajowe dżinsy, krajowej jakości. Jeśli ktoś już musiał je nosić, odrywał natychmiast tylnią naszywkę z wizerunkiem Szarika, by uniknąć totalnego upokorzenia.

sofiksy - bardzo popularne buty sportowe, chyba pierwsze na rzepy. Przy juniorkach to prawie kosmos.

spodnie z pewexu -

śledzik - wazki krawat, często ze skóry.

tarcza szkolna - metoda znakowania uczniów szkolnych. Tarcza wykonana była z czegoś co przypominało filc, z napisami z białej gumy. Szkoły podstawowe nosiły tarcze koloru granatowego, a średnie koloru czerwonego. Na tarczy widniał numer szkoły, pod którym był napis mówiący czyjego imienia jest szkoła. Tarcze należało naszywać na lewy rękaw mundurka szkolnego, lub na lewej piersi. Był to podstawowy i bezwzględnie egzekwowany obowiązek każdego ucznia. Czasami odnosiło się wrażenie, że właśnie wymuszanie na uczniach obowiązku noszenia tarcz , jest głównym celem statutowym szkoły. Ta determinacja pedagogów wywoływała u uczniów naturalny bunt .Na terenie szkół toczyła się bezwzględna, nieustająca wojna o tarcze. Powstawały przeróżne techniki mocowania tarcz, które pozwalały na błyskawiczne usuwanie i przytwierdzanie tarczy do mundurka.

tornister - pudło z brązowej tektury przywieszane do ucznia za pomocą dwóch pasków. Pomimo ewolucji tornistra do wersji skajowej z walizkowym zapięciem, nigdy nie zyskał on aprobaty uczniów.

tureckie kurtki - dżinsowe kurtki na białym "misiu" przywożone z tureckich wyjazdów handlowych. Bardzo ładne i ciepłe.

waciak - kufajka robocza wykonana z granatowego drelichu wypchanego watoliną. Pikowana w pionowe prążki. Ratunek dla robotników w okresach zimowej bezczynności. Często używana przez panie z warzywniaka. Fason przypominający umundurowanie zimowe Armii Radzieckiej z II Wojny Światowej.

watolina - jakiś rodzaj ociepliny do ubrań. W każdym razie jak się słyszało "- widziałam fajną kurteczkę - na watolinie" to miało znaczyć, że wyrób jest wyjątkowo porządny i bardzo ciepły.

worek na kapcie - można było do szkoły przyjść bez książek, ale worek był bezwzględnie obowiązkowy. Worki były najczęściej szyte przez mamy. Czasami obowiązywały hafty z danymi ucznia. Dobrze sprawdzał się jako broń zamachowa w czasie polekcyjnych bójek.

wzorowy uczeń - odznaka przyszywana do mundurka za karę za kujoństwo. Miała na celu ostrzegać społeczność szkolną przed niepewnymi jednostkami.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gospodarka, kultura i społeczeństwo”