Napoje w PRL

Polityka partii komunistycznej wiązała się z przeświadczeniem o potrzebie dynamicznej industrializacji kraju. To zaś nieuchronnie prowadziło do przemian społecznych, wywyższenia osób pracujących fizycznie, zmian w samej mentalności ludzkiej. System ten jednak obarczony był wadą, szybko okazało się, że prowadzi do częstych kryzysów i sprzeciwu społecznego.
Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Napoje w PRL

Post autor: Artur Rogóż » 07 cze 2010, 05:12

Napoje


Coca-cola – to jest to. Wraz z pojawieniem się na rynku, całkowicie uzależniła większość młodzieży szkolnej. Sprzedawana w klasycznych szklanych butelkach 0.25l. i szklanych z nakrętką o poj. 1l. (plastikowe opakowania do napojów jeszcze nie występowały). Po wstrząśnięciu pita pod ciśnieniem (jak na Formule I) z pod kciuka, lub przez wykonaną gwoździem dziurę w kapslu (gaśnica). Główny rekwizyt filmowy w polskich filmach lat 70-tych.

Cytroneta – napój gazowany o smaku cytrynowym, znacznie lepszy od Ptysia. Na etykiecie cytryna w przekroju. Sprzedawany w kapslowanych butelkach 0.33l.

Cytronada - Szczytem perwersji było wprowadzenie na rynek dziwacznego żółtego płynu sprzedawanego w małych foliowych przezroczystych torebkach. Czasem dodawano do torebki cieniutką słomkę, która zresztą rzadko się przydawała, ponieważ podczas rozrywania torebki większość płynu i tak się rozlewała. Spożywanie cytronady w sklepie było surowo zbaraniane przez personel. W awangardowej wersji w woreczku pływał plasterek cytryny.

herbawit - napój gazowany podobny do serwowitu, żółty albo pomarańczowy, słodki, mniej sfermentowany niż serwowit, w butelce po oranżadzie.

kawa zbożowa - w czasach przejściowych trudności na rynku kawy naturalnej, nasz rodzimy przemysł zaoferował konsumentom całą gamę równie dobrych naturalnych kaw zbożowych. Nie tylko była ona tańsza, nie tylko zdrowsza, ale i nie nastręczała tylu problemów co naturalna kawa w ziarnkach. Nie trzeba było specjalnych znajomości by ją kupić, nie trzeba było po nią stać w gigantycznych kolejkach, nie trzeba było jej mielić w z trudem pożyczonym młynku do kawy. No i ten wybór! Mieszanka zbożowo- naturalna "Santana", zborzowa "Inka", "Turek", "Dobrzynka". Upierając się przy kawie naturalnej skazani byliśmy na jedyną obowiązującą "extra selekt" w której to kawie znajdowano nieraz kamienie lub była lekko stęchła, w najlepszym wypadku ekspedientka przepaliła ją w swoim sklepowym młynku. Mimo to społeczeństwo nie potrafiło docenić walorów kawy zbożowej, która zalegała sklepowe półki.

Koncentraty – bardzo popularne skoncentrowane napoje do rozcieńczania wodą. Szczególnie popularny był koncentrat „coli”.

Mandarynka – oranżada produkowana przez „Społem”, nalepka z mandarynką na białym tle, z lewej strony zielony szeroki pas. Napis na nalepce: „Napój gazowany, słodzony z dodatkiem naturalnych soków cytrusowych. cena zł. 3.20 PN – 76/A – 79032” . Społem produkowało również tańszą wersję pod nazwą „Oranżada Wyborowa”- w cenie 2.40 zł. Tu już nie pozostawiano złudzeń co do składu napoju. „Napój gazowany słodzony z dodatkiem substancji smakowo-aromatycznych, sztucznie barwiony” Duża czerwona litera „O”, z lewej strony etykiety, szeroki niebieski pas.

Mazowszanka – to prawdziwy dinozaur, relikt przeszłości. Do dziś przetrwała w niezmienionej formie z ta samą nalepką i w typowej dla siebie litrowej szklanej butelce. W wersji 0.33l byłą rozdawana za darmo w zakładach pracy. Czasami można było znaleźć w zakapslowanej butelce różne drobiazgi; gwóźdź, kamień czy spinacz biurowy.

Mleko – to produkt szczególnie związany z dziejami PRL-u. Każdy obywatel miał mieć niczym nie skrępowany dostęp do mleka. Spożycie mleka było jednym z ważniejszych wskaźników wałkowanych przy wszystkich okazjach. W szkołach darmowe mleko było rozdawane w czasie dużej przerwy, mleczarze roznosili je pod drzwi mieszkań (charakterystyczny widok człowieka ciągnącego wózek na mleko o godz. 5.00 rano), w zakładach pracy rozdawano je na stołówkach. Codziennie było dostarczane do sklepów jeszcze przed ich otwarciem i stało w piętrzących się skrzynkach na ulicy aż do przybycia personelu. Często ratowało życie powracającym nad ranem zmęczonym rodakom. Mleko miało zbilansować braki białka zwierzęcego i było ważnym elementem polityki. Jakość mleka natomiast, już zupełnie nikogo nie interesowała i jeśli słyszało się głosy niezadowolenia , to były to głosy malkontentów. Na szczęście typowa dla dzieci niechęć do napojów mlecznych, pozwoliła przetrwać narodowi w miarę dobrej kondycji. Mleko pozbawione wszelkich norm, sprzedawało się w nie "hermetycznych" butelkach zamykanych za pomocą sreberka. Cała wiedze dotyczącą mleka czerpało się właśnie z owego sreberka. Kolor świadczył o zawartości tłuszczu, ale tylko z grubsza ( srebrny – mleko chude, złoty – tłuste), a o dacie produkcji świadczyła nieczytelna data wytłoczona w sreberku. Wraz z pojawiającymi się plotkami, że personel sklepów sika do mleka, a w najlepszym razie dosypuje proszku IXI ( którego zresztą smak wyraźnie się w mleku wyczuwało), spadało spożycie mleka, aż do pojawienia się mleka w folii. Co prawda takiego mleka nie dało się po otwarciu postawić w lodówce ani w ogóle nigdzie, smaczne też nie było , ale wreszcie sterylne. Podstawowa technika picia polegała na odgryzieniu rogu torebki i przez powstały otwór, wyduszaniu mleka prosto do ust. Nie wypite mleko należało przelać do garnuszka. Pusta torebka służyła potem długo jako opakowanie na śniadanie do szkoły.

Mirinda – pojawiła się wraz z Coca-colą, była pyszna i bardzo mocno gazowana.

napój pomarańczowy - Magda S. wyłuskuje z zakamarków pamięci przepis na wspaniały napój na wszystkie okazje.: "Rarytasem był własnoręcznie wykonany napój pomarańczowy ze skorek zdobytych pomarańczy. Nie pamiętam dokładnego przepisu, ale na pewno gotowało się świeże skorki z cukrem. Robiło się ten napój na przyjęcia urodzinowe i imieninowe." Napój odpowiednio wzbogacony, mógł na eleganckim przyjęciu udawać poncz lub inny egzotyczny trunek.

Napój z bani - na początku lat osiemdziesiątych pojawiły się napoje z "bani", chłodzone, przeważnie pomarańczowe lub cytrynowe. Był to powiew nowoczesności i wielkiego świata - upał, a tu schłodzony napój. Charakterystyczne było to, że z upływem dnia napój był coraz "cieńszy" i tracił barwę. /Jedliński/

Oranżada –(Szampanka) przez długi czas jedyny napój gazowany . Etykieta pomarańczowa lub żółta z kieliszkiem szampana tryskającym bąbelkami. Smak rozpuszczonych landrynek, bardzo słodka. Sprzedawana w „oranżadówkach”, czyli smukłych butelkach z ceramicznym korkiem na drucie. Często dla „szpanu” otwierana z „karata”. Napój kultowy, do dziś posiadający wielu zwolenników, o czym może świadczyć triumfalny powrót oranżady produkowanej przez firmę „Helena”.

Oranżada w proszku – produkt zakupywany przez dziatwę szkolną przy każdej wizycie w sklepie. Nie wielu jednak poznało smak tej oranżady w docelowej, płynnej formie. Spożywana głównie na sucho za pomocą palca wskazującego. Amatorów tego przysmaku można było rozpoznać po zabarwionych na pomarańczowo palcach. Czasem żuta wraz z opakowaniem aż do wyssania zawartości. Pierwotnie sprzedawana w cenie 0.50zł. w pergaminowych kopertkach z rysunkiem przekrojonej pomarańczy. Potem pojawiła się w nowej wersji w dwóch smakach (pomarańczowa i cytrynowa), w cenie 0.80zł. Produkowana przez Libelle. Była bardziej miałka, mniej się pieniła i zdecydowanie miała gorsze notowania wśród koneserów.

płynny owoc - napój jabłkowy występujący w dwóch wariantach : sok klarowany i nieklarowny. Jednym z głównych producentów Płynnego Owocu były Zakłady Przetwórstwa Owocowo Warzywnego w Łowiczu


podpiwek Kujawski - fantastyczny napój, który wykonywało się samemu w domu ze specjalnego ekstraktu kupowanego w spożywczaku. Podpiwek, zwany czasem kwasem chlebowym powstawał przez fermentację zbożowego ekstraktu zalanego wodą. Trzymało się go w butelkach po oranżadzie lub po Mazowszance (czasami w specjalnych kociołkach z kranikiem). Miał niepowtarzalny smak podobny do karmelowego piwa.

Polococta – brązowy napój próbujący przełamać monopol coca-coli. Pomimo wielkiego zaangażowania polskich chemików nie udało się uzyskać zadawalających efektów. Napój przypominał w smaku kawę zbożową wymieszaną ze starą colą.

Ptyś – gazowany napój pomarańczowy produkcji Zakładów Przemyślu Owocowo-Warzywnego w Tarczynie. Litrowe butelki jak od mazowszanki, jasno-żółty kolor, bardzo słodki, z tendencją do kwaśnienia w ciepłe dni. Na dnie często osadzała się dziwna zawiesina. Na bazie „ptysia” powstawały ekstremalne drinki (zwane pszczółkami). Miał tą zaletę, że przeważnie można go było kupić.

sok za czarnej porzeczki – stał przeważnie gdzieś głęboko na dolnej półce, pokryty warstwą kurzu. Pity w ostateczności, pogardzany za brak bąbelków i szczypiącej w usta sody. Kapslowany jak inne napoje 0.33l lub czasem specjalistycznym kapslem z zawleczką.

serwowit - napój w butelce po śmietanie o smaku zepsutego piwa. Produkowany chyba z wody, cukru i drożdży. drożdże pływały na dnie. aluminiowy kapsel (analogicznie jak w mleku). kosztował 2,50 + zastaw. kupowało się na miejscu lub z zastawem

Syfon – legendarne urządzenie do wody sodowej. Szklany pojemnik z grubego szkła zakończony kranikiem i cynglem spustowym. Wspaniałe efekty dawało picie wody bezpośrednio z kranika umieszczanego w ustach. Po zakupieniu syfonu w „warzywniaku”, to był pierwszy test stanu nagazowania, często wykonywany jeszcze przy ladzie. Wysoce frustrujący i bardzo charakterystyczny był dźwięk kończącego się syfonu. Wtedy można było jeszcze opisanym wyżej sposobem bezpośrednim, napompować się resztkami gazu, co wielu czyniło z upodobaniem. Potem pojawiły się metalowe syfony importowane z Węgier, do samodzielnego nabijania. Metalowe naboje kupowało się na wymianę za zużyte, w budkach warzywnych, pakowane w kartonowe pudełka po 10 sztuk. Proces nabijania syfonu obarczony był wielkim ryzykiem i przysługiwał tylko osobą najbardziej odważnym i odpowiedzialnym.

QickCola – kolejna próba złamania tajnej formuły coca-coli. Niestety stworzenie socjalistycznej wersji imperialistycznego produktu podzieliło losy innych tego typu prób jak choćby polski jeans . Gdzie niegdzie pojawiała się jeszcze klubcola o żenującym smaku przesłodzonego lepiku.

złota rosa - jedna z wielu odmian landrynkowej oranżady. Był jeszcze jakiś klon tego produktu o nazwie "Rosavit"

Awatar użytkownika
cincin
Posty: 34
Rejestracja: 08 lut 2011, 05:06

Re: Napoje w PRL

Post autor: cincin » 07 kwie 2011, 01:01

Pamiętam Cytronete :-)

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gospodarka, kultura i społeczeństwo”